Czy grozi nam „ekoreksja”, a jeśli tak, jak się jej ustrzec? (okiem psychologa)

Eko-psychologia: czy grozi nam ekoreksja?Znamy anoreksję - zaburzenie odżywiania związane m.in. z kompulsywnym usiłowaniem kontrolowania własnego świata i chęcią osiągnięcia niebezpiecznego dla zdrowia i życia „ideału szczupłości". Niedawno świat dowiedział się o ortoreksji - obsesji na punkcie jakości i „czystości" przyjmowanego pokarmu, powodującej koncentrację na żywności (jej wybieraniu, przygotowywaniu, przechowywaniu i konsumowaniu) kosztem innych dziedzin życia, a także związane z przyjęciem filozofii „jedynie słusznego jedzenia" konflikty interpersonalne i postępującą izolację ortoretyka.

Czy grozi nam „ekoreksja" czyli „chorobliwa" koncentracja na życiu i byciu eko? Czy w ogóle tak rozumiana ekoreksja może być „patologią"? Inaczej mówiąc: czy można „zagalopować" się w trosce o środowisko i w pilnowaniu tego, by to co robimy i co kupujemy, było eko? A jeśli tak, jak się ekoreksji ustrzec?

Uzależnienie, obsesja, nerwica może powstać na polu w zasadzie każdej ludzkiej czynności, zwyczaju i nawyku. Wszystkie zachowania, które przybierają rozmiary i formę niszczącą nam (lub innym, np. naszym bliskim) życie spokojnie można nazwać patologią. Czy więc grozi nam ekoreksja?

Otóż sądzę, że nie grozi nam, gdyż za takim sformułowaniem stoi domniemanie „nam wszystkim", czyli większości, a przynajmniej tym, który się ekologią interesują i utożsamiają z jej ideami. Tymczasem anoreksja, nie mówiąc o ortoreksji, to zjawiska mimo wszystko marginalne nawet w porównaniu do większości, nie mówiąc o „wszystkich", czyli o nas. Nie ma zatem powodu do obaw, a w każdym razie nie w stopniu większym niż ten, jaki może dotyczyć każdej innej dziedziny życia oraz czynności z nią zawiązanych, od oglądania telewizji i robienia zakupów począwszy, kończąc na nawykach jedzeniowych i ekologicznym stylu życia.

Oczywiście istnieją czynniki, od których uzależniamy się łatwiej niż od innych (np. używki), ale nawyki związane z prowadzeniem ekologicznego stylu życia do nich nie należą. Odpowiedź na pytanie jak się ustrzec uzależniającej obsesji nie jest łatwa, gdyż mechanizmy prowadzące do powstawania obsesji jako takich są różnorodne, nie mówiąc o tym, że istnieją także osobowości i osoby bardziej od innych podatne na zburzenia i działanie patogenów. Nie wdając się więc zbyt głęboko w psychologiczne zawiłości tematu, watro jest się tu - moim zdaniem - odwołać do jednej, ogólnej prawidłowości, która może dla nas stanowić rodzaj światła przewodniego: a mianowicie do braku równowagi.

Brak równowagi w jakiejkolwiek dziedzinie życia prowadzi do nasilonej potrzeby kompensowania braków, a mechanizm kompensacji (czyli pokonywania frustracji w jednej dziedzinie przez zwielokrotnienie gratyfikacji w innej) łatwo prowadzi do uzależnień. Trzeba więc zadbać o równowagę w rozmaitych dziedzinach życia u nas samych, a w szczególności u dzieci. To sprawa podstawowa. Na najbardziej ogólnym poziomie chroni przed uzależnieniami w ogóle.

Jeśli więc mamy tendencję do zastępowania czegoś, czego nie potrafimy (albo czego nam brakuje) czymś innym - warto rozwijać w sobie umiejętności, które pomogą nam zrealizowanie tego, co chcemy, zamiast rozbudowywania scenariuszy zastępowania. Dzieci uczyć trzeba tego samego.

Innymi słowy jeśli zjadamy czekoladę zamiast rozwiązywać trapiące nas problemy - uzależniamy się od czekolady, a jeśli nie chcemy się uzależniać powinniśmy nauczyć się rozwiązywać problemy, czekoladę natomiast jeść dla jedzenia czekolady. Tyle co do definicji. W praktyce jest to, jak się domyślamy, bardziej skomplikowane, ale idea w odniesieniu do ekologii jest dokładnie taka sama: nie zastępujmy sobie nią życia rodzinnego, sukcesów zawodowych, nie „zapychajmy się nią" w reakcji na frustrację i nie wdawajmy się w awantury w imię ekologicznych idei, jeśli naprawdę dobrze nie znamy tematu. Przeciwnie - rozwijajmy swoją wiedzę w tej dziedzinie, uczmy się postępować tak, by nie szkodzić. Zawsze działajmy z umiarem i smakiem, tego samego ucząc nasze dzieci. Takie postępowanie z pewnością wyjdzie nam na zdrowie, nie tylko zresztą w kwestii zdrowia eko-psychicznego.

----------
Warto przeczytać:
Ekologia głęboka - a co to takiego?,
Konsumpcyjne mieć versus ekologiczne być - czy naprawdę trzeba wybierać? (okiem psychologa).

Więcej artykułów z pogranicza psychologii i ekologii w dziale ekoPSYCHOLOGIA.

Zdjęcie: magnetamerica.com


Komentarze

avatar muszelka
0
 
 
mam znajomą orto-ekorektyczkę (sama nie wiem?) i naprawdę bywa uciążliwa we współżyciu zwłaszcza w kontekście wspólnych wyjść na miasto. wybór lokalu to udręka, a jak już tam pójdzie to wprawia wszystkich w zakłopotanie - nas i kelnerów, bo dopytuje o jakieś wydumane rzeczy albo ostentacyjnie nic nie zamawia. oczywiście pytanie - po co dziewczynę zabierać skoro taka męcząca, z tym że poza kwestią żarcia to jest całkiem fajna osoba.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar ?
0
 
 
pytanie: gdzie się zaczyna ekoreksja (fajne określenie, by the way) a gdzie się kończy zwykła konsumencka uważność i zwyczajna troska o zdrowie?
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar Ekoistka.pl - redakcja
0
 
 
Na tak postawione pytanie nie ma, jak się zapewne domyślacie, prostej odpowiedzi. Rozciągłość zachowań pomiędzy normą i tym, co poza nią wykracza (tutaj: uzależnieniem, nerwicą, fobią, słowem: patologią) jest podobna do tej, jaka istnieje w całej gamie szarości oddzielających kolor czarny od białego. Dlatego też najczęściej dostrzegamy, że istnieje problem i że problem ten jest poważny dopiero wówczas, gdy zachowania osoby mającej zaburzenia przybierają formy skrajne, ale wówczas nie mamy do czynienia z momentem, w którym „problem się zaczyna” ale z momentem, w którym jesteśmy w ten problem „zanurzeni po pachy” (a nawet szyję). Rozumiem też, że zadając to, (skądinąd bardzo zasadne) pytanie, „?” chciał(a)by wiedzieć po czym poznać czy nasze zachowanie jest jeszcze normalne, czy może już zmierzamy w złym kierunku. Sądzę, że jest kilka wskazówek, które mogą się przydać jako umowne sygnały alarmowe. Oto one:

- niedobrze jest, gdy o tym co robimy, w tym przypadku o tym, co wynika z „uważności i zwyczajnej troski o zdrowie”, nie potrafimy z nikim rozmawiać w sposób spokojny, a pytania ze strony innych, czy ich próby dyskusji, wywołują w nas silną irytację, prowadzą do wybuchów i kłótni. Zaznaczam – nie chodzi o sytuację, gdy sprzeczki nam się zdarzają (bo to jest normalne) ale o taką, gdy stają się normą. Oznaczać to bowiem może, że straciliśmy zdrowy dystans do swojego zachowania i nie potrafimy poddać go żadnej, nawet rozsądnej krytyce;

- niedobrze jest również, gdy bardzo często, od rozmaitych osób słyszymy krytyczne uwagi na temat naszego zachowania, wynikającego z „uważności i zwyczajnej troski o zdrowie”. Często powtarzająca się krytyka, pochodząca od rozmaitych osób, może w sobie zawierać ziarno prawdy i warto się sobie przyjrzeć uważnie, czy faktycznie w niej tego ziarna prawdy nie ma;

- intencje nie usprawiedliwiają wszystkich zachowań, nawet jeśli stoi za nimi troska o zdrowie. Przesadna troska o zdrowie może być dla kogoś w efekcie końcowym szkodliwa. Dobrze jest z góry przyjąć takie założenie i trzymać się go w praktyce. Jego wyrazem jest między innymi to, że czasem potrafimy sobie (i/lub innym) mówiąc kolokwialnie „odpuścić”. Jeśli tego nie potrafimy - można przyjąć, że jest coś nie tak i być może stajemy się fanatyczni i zaślepieni;

- niedobrze jest również (a właściwie bardzo niedobrze) gdy to, co robimy szkodzi zdrowiu naszemu tudzież innych, a my nie potrafimy zaprzestać nawet wówczas, gdy już zdajemy sobie sprawę, że nasze zachowanie jest dla nas szkodliwe. W takiej sytuacji możemy z całą pewnością powiedzieć, że mamy do czynienia z patologią.

Dorota Zarczuk
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz