Czy Polacy lubią angażować się w pomoc innym? – okiem psychologa

Czy Polacy lubią angażować się w pomoc innym? – okiem psychologaPytanie „czy Polacy lubią angażować się w pomoc innym?" jest ciekawe, ponieważ z jednej strony mamy sukces Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka, która co roku zbiera olbrzymie kwoty dzięki szczodrości Polaków. Mamy też wzrost liczby osób, które świadomie wybierają organizacje pożytku publicznego, aby im przekazać swój 1 procent podatku (choć tak naprawdę jest to bardziej akt świadomej, obywatelskiej decyzji niż działanie charytatywne - dajemy pieniądze, które i tak mielibyśmy przekazać państwu).

Z drugiej - bardzo blado na tle innych krajów europejskich wypadamy, jeśli chodzi o wolontariat. Jest to u nas, jak się okazuje, niespecjalnie chętnie praktykowana forma pomocy (a przynajmniej praktykowana w niewspółmiernie mniejszym stopniu niż na Zachodzie, nie mówiąc o USA). A zatem - czy my, Polacy, właściwie lubimy pomagać, czy też nie? A może tylko nie mamy nawyku większego angażowania się w pomaganie?

Wydaje mi się, że niesprawiedliwie byłoby oceniać nas jako ludzi, którzy nie lubią pomagać innym wcale. Rozmaite statystyki, chociażby raport TNS OBOP przeprowadzony na zlecenie firmy Ecco - Charytatywność Polaków 2010, pokazują bowiem iż chętniej przekazujemy pieniądze i rzeczy materialne (np. ubrania, książki, żywność), wrzucamy do puszki w ramach akcji społecznych, w Internecie klikamy w Pajacyka, wysyłamy charytatywnego sms-a. Niechętnie jednak włączamy się w akcje które pociągają za sobą konieczność większego zaangażowania czasowego i organizacyjnego. Czyli, mówiąc krótko, nie lubimy „dawać" naszego czasu, naszych rąk i naszej pracy.

Zatem może właściwie postawione pytanie brzmiałoby: dlaczego nie lubimy podejmować prac charytatywnych? Choć może i ono nie jest najtrafniejsze, bowiem odpowiadamy na apele (np. poświecony pomocy powodzianom) i gdy trzeba nagle zmobilizować się, potrafimy się włączyć do „czynów" masowych i to na dużą skalę. Kwestia jest więc zawiła, a moja odpowiedź subiektywna, oparta na obserwacjach oraz osobistych przemyśleniach.

Sądzę, że po trosze za stan rzeczy odpowiada nasza ogólna kondycja gospodarczo-finansowa, ta osobista i ta ogólnonarodowa. Nie czujemy się bezpiecznie finansowo. Aby wybić się na poziom średni (co w naszym kraju - obawiam się - zalicza się wciąż do luksusu), Polak musi pracować dużo i ciężko. Siła nabywcza pieniądza jest wciąż dramatycznie niższa u nas, niż w krajach Europy Zachodniej i USA. Trudno się dziwić, że przy tak dużym poczuciu niestabilności bardziej koncentrujemy się na zaspokajaniu własnych podstawowych potrzeb niż dbaniu o innych, co nie zmienia faktu, że nas trochę „gryzie" sumienie.

Może więc, aby je przynajmniej odrobinę uspokoić, decydujemy się na tak zwany „drobny gest" - coś co niewiele nas kosztuje, ale pozwala poczuć się lepiej? Strategia ta może zresztą jest słuszna, wiadomo bowiem, że aby skutecznie pomagać innym, najpierw trzeba zadbać o siebie. Może zatem jest to po prostu wyraz zdrowego rozsądku: najpierw skanalizować całą swoją energię na to, aby mocno stanąć na własnych nogach, a potem - jak nam jeszcze starczy sił, serca i czasu - rozejrzeć się wokół siebie i zadbać także o tych innych? Myślę, że przeciętny, statystyczny Polak wciąż boi się utraty pracy, tego, że jak ją raz straci, to potem innej nie znajdzie, a jak znajdzie, to znacznie gorszą.

Przy takiej kondycji emocjonalnej trudno pomagać innym - cała energia skupia się na znalezieniu sposobu na swoje własne życie. To są, w dużym uproszczeniu, konkretne powody społeczno-ekonomiczne, dla których możemy mieć wyrzuty sumienia, że zamiast poświęcać cenny czas na budowanie własnego życia „tracimy go" na jakichś tam innych. Jest też spora grupa społeczna, tak zwanych dorobkiewiczów, którzy wpadli w pułapkę konsumpcjonizmu. Zmusza on do stałego podnoszenia stopy życiowej i ewoluowania w kierunku „więcej i coraz więcej". Utrzymywanie takiego poziomu rosnącego pochłania nas całkowicie. Nie w głowie nam zatem „pomagactwo".

Inna sprawa, że lata komuny w naszej Ojczyźnie wypaczyły tragicznie pojęcie zaangażowania społecznego. Czyn społeczny tamtych czasów był czynem wymuszonym i podszytym treściami politycznymi. Ludzie tego nienawidzili, ale uczestniczyli w tym ze strachu albo przynajmniej żeby nie mieć problemów. Oczywiście czasy dawno się zmieniły, ale w głowach tamtego pokolenia nadal funkcjonują dawne stereotypy - jestem o tym przekonana. Pokolenie to obecnie wychowuje starszą i młodszą młodzież. Naprawdę nie ma się co się dziwić, że nie przekazuje jej pomocowych wzorców - po prostu ich nie ma.

Młody człowiek sam się musi zaangażować, na własną rękę poszukać czegoś sensownego, znaleźć sobie w tym cel i motywację. Pomagają w tym oczywiście szkoły i fundacje, ale łatwo sobie wyobrazić, że w przeciętnym polskim domu młody człowiek może nie znaleźć poparcia, czy choćby zrozumienia dla tego rodzaju aktywności. Jeżeli już to - raczej nacisk na zrobienie kariery, finansowe i życiowe usamodzielnienie się.

Trzecia wreszcie rzecz: jesteśmy - moim zdaniem - emocjonalni. Pod wpływem emocji stajemy się ofiarni. Lubimy spektakularne „akcje", które poruszają nasze serca i o których dużo się mówi w mediach. Jeśli jednak potrzebne jest zaangażowanie na dłuższą metę, wymagające wydatkowania energii na co dzień i to bez specjalnego zadęcia oraz związanego z tym szumu - nie bardzo: bo komu o tym opowiemy? To przykre, ale prawdzie: lubimy się pokazać, a spektakularne akcje charytatywne o charakterze jednorazowym świetnie się do tego nadają.

----------
Warto przeczytać:
Żyć świadomie - co to właściwie znaczy? Okiem psychologa,
Czy Polki są bardziej „eko" od Polaków i czy w ogóle kobiety są bardziej „eko" od mężczyzn - okiem psychologa,

Więcej artykułów z pogranicza psychologii i ekologii w dziale ekoPSYCHOLOGIA.

Poprzedni artykuł Doroty Zarczuk: Wiosenne eko-porządki - okiem psychologa.



Komentarze

avatar bejot
0
 
 
No właśnie ja się zgadzam że coś takiego jest w naszym narodzie że jak trzeba zrobić pospolite ruszenie nagle to owszem jesteśmy wspaniali a jak trzeba tak u podstaw na codzień to już się nie chce. Na pewno jest coś w tym że jesteśmy społeczeństwem na dorobku ale też jesteśmy zwyczajnie społeczeństwem prostackim mimo że niby jesteśmy w EUropie. Piszę niby bo jak się zobaczy na jakim zacofanym poziomie stoi u nas odzyskiwanie odpadów a także trwająca bezsensowna i żenująca dyskusja społeczna na temat sensu zbierania psich kup to raczej trzeci świat jesteśmy an nie kulturalne społeczeństwo. Psie kupy w społeczeństwach zaawansowanych się po prostu zbiera a nie dyskutuje bez sensu.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar qwerty
0
 
 
Problem z badaniami jest taki, że opierają się na tym co ludzie mówią że robią albo że zrobią. Czyli są deklaratywne. A ludzie Polacy zwłaszcza mówić lubią o sobie dobrze oj bardzo i to ma się słabo do rzeczywistości czyli jak jest.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz