Ekologia relacji międzyludzkich, czyli jak radzić sobie z ludźmi, którzy „zatruwają” nam życie – okiem psychologa

Ekologia relacji międzyludzkichKażdy z nas doświadczył przynajmniej raz w życiu (a niektórzy wiele razy - jestem tego pewna) sytuacji, w której konkretna osoba jakoś, pozornie bez powodu, „działa mu na nerwy". Drażni, „niechcący" wyrządza szkody lub przykrości, często wybucha gniewem „nie wiadomo o co", jest nadmiernie krytyczna i czepia się - również bez widocznego powodu. Albo też jest drażliwa, ciągle nadąsana, obrażona, rozdrażniona, niezadowolona, a my mamy wrażenie, że na przysłowiowych palcach dookoła niej trzeba chodzić i że przy niej nie można być sobą. Może też tak być, że po prostu źle się przy kimś czujemy, stajemy się nadmiernie samokrytyczni, jakoś tracimy energię i normalny dla nas wigor, fantazję, poczucie humoru - dosłownie tak, jakby ten ktoś nas „gasił".

Przykłady można mnożyć. Idące za nimi pytanie jest pytaniem o to, jak sobie radzić z takimi osobami? Albo może nie tyle jak radzić sobie z tymi osobami , ile jak radzić sobie ze sobą, bo to może raczej my ze sobą coś powinniśmy zrobić, aby inni ludzie nie mieli na nas wpływu aż tak dużego, że nam przysłowiowo chęć do o życia potrafią odebrać.

Jak to więc jest - czy tak, że są jacyś ludzie sami w sobie toksyczni i niszcząco wpływający na innych (na wzór produktów i substancji trujących, które po prostu z samej natury degradują środowisko)? Czy też jest tak, że to my bywamy przewrażliwieni i przez to zbyt podatni na oddziaływania innych (co w gruncie rzeczy jest problemem naszym, a nie tych innych)? A może jest tak, że po prostu pewni ludzie (tj. pewne konkretne typy osób) tak toksycznie na siebie nawzajem oddziałują (podobnie jak pewne substancje wchodzą ze sobą w reakcje chemiczne), zaś z innymi osobami , w innych „układach" po prostu tych problemów nie ma?

Wszystkie powyższe sytuacje mogą mieć miejsce. Są ludzie toksyczni, tj. tacy, którzy wywołują konflikty i się w nie wikłają bez względu na sytuację i cechy osobiste osób których to dotyczy. Można powiedzieć, że ludzie ci z samej swojej natury stwarzają problemy innym. Są też ludzie przewrażliwieni na swoim punkcie, którzy zbyt wiele zachowań innych osób (zachowań w rzeczywistości neutralnych - dodajmy, aby dostawić kropkę nad „i") odbierają jako atakujące, inwazyjne i urażające. Można powiedzieć, że ludzie ci sami sobie stwarzają problemy.

Bywa też tak, że pewne typy osób toksycznie na siebie oddziałują nawzajem, a każda z tych osób z osobna wzięta w relacjach z innymi ludźmi funkcjonuje bezkonfliktowo. Po prostu ludzie o pewnych zestawach cech przeciwstawnych wpływają na siebie nawzajem jak przysłowiowy pies na kota.

Co robić, gdy nam się przydarzy, że mamy do czynienia z czymś tego rodzaju, albo - co gorsza - gdy mamy podejrzenie, że właśnie my należymy do tych „konflikto-twórczych" lub tych „konflikto-odbiorczych"? Jak możemy sobie pomóc?

Jeżeli należymy do grup konflikto-twóczych lub konflikto-odbiorczych, najlepiej zgłosić się na psychoterapię, gdyż nasz schemat zachowań interpersonalnych lub schemat rozumienia zachowań interpersonalnych osób innych działa nieprawidłowo. W takiej sytuacji to my musimy się przestawić na bardziej przystosowawczy, czyli mniej konfliktowy schemat. Wymaga to pomocy profesjonalnej i najprościej oraz najmądrzej jest - moim zdaniem - się po nią udać, po prostu.

Gdy rzecz dotyczy sytuacji, w której pewne osoby (a raczej pewne konkretne „typy osób") mają łatwość wyprowadzania nas z równowagi, warto jest typy te rozpoznać (tj. zastanowić się jakie cechy wspólne mają ludzie, którzy źle na nas działają), a następnie zwyczajnie trzeba nauczyć się podchodzić do tych ludzi z dystansem, mając świadomość, że my po prostu jesteśmy „na ten typ uczuleni" (co nie jest winą ani „tego typu", ani naszą). Pomocna w tej nauce może być psychoterapia, a także płytszy od niej i zdecydowanie „lżejszy" coaching.

Co natomiast robić, gdy my sami nie należymy do żadnej z powyższych kategorii „generujących dysfunkcje", ale miewamy do czynienia z toksycznymi ludźmi? Otóż -moim zdaniem - najlepiej jest ludzi takich ze swojego otoczenia eliminować. Nie spotykać się z nimi, nie zapraszać ich na imprezy - słowem nie pozwalać sobie zakłócać cennego spokoju i nie zgadzać się, aby ktoś burzył nam notorycznie psuł nastrój. Czasem, co prawda, operacja taka oznacza wymianę nawet połowy tak zwanych „przyjaciół", ale co nam (w gruncie rzeczy) po „przyjaźniach", które do naszego życia nie wnoszą nic wartościowego, a skutecznie odbierają nam poczucie spokoju i przyjemności?

Dobierajmy sobie przyjaciół uważnie, otaczajmy się ludźmi wartościowymi (czyli takimi, którzy coś istotnego wnoszą do naszego życia). Ludzi, którzy burzą w nim harmonię i spokój po prostu unikajmy. To prosta, może radykalnie brzmiąca, lecz bardzo skuteczna zasada.

-----------
Warto przeczytać:
Ekologia to sposób mężczyzn, by kobiety wróciły do roli kur domowych - twierdzi Elisabeth Badinter, filozofka i feministka. Co na to francuskie ekolożki?,
Czy grozi nam „ekoreksja", a jeśli tak, jak się jej ustrzec? (okiem psychologa).

Więcej artykułów z pogranicza psychologii i ekologii w dziale ekoPSYCHOLOGIA.

Warto również odwiedzić dział ekoRELACJE.


Komentarze

Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz