Jak się ma luksus do ekologii, i czy w ogóle produkty luksusowe zaliczyć można do ekologicznych? (okiem psychologa)

ekoluksus - okiem psychologaTo bardzo dobre i ciekawe pytanie, gdyż zmusza ono do wyjścia poza obręb stereotypowych, powierzchownych i obiegowych opinii, tudzież wyobrażeń. Czym bowiem jest luksus, i czym w jego kontekście jest ekologia? Gdy się nad tym głębiej zastanawiam, nieodmiennie dochodzę do wniosku, że próba poszukiwania odpowiedzi bardzo zależy od tego, do kogo to pytanie jest skierowane i do czego w istocie się odnosi.

Są bowiem duże grupy społeczne (a w naszym kraju szczerze powiedziawszy jest to zdecydowana większość), dla których ekologia każda - i ta wąsko zarysowana, odnosząca się do konkretnych koncepcji, i ta zarysowana szeroko, obejmująca rozmaite nurty i dziedziny życia - jest sama w sobie luksusem. Jest odległą gwiazdką z nieba, zachcianką, formą ekskluzywnej rozrywki, kaprysem ludzi majętnych. Co ma bowiem powiedzieć niewykształcona matka, wychowująca samotnie trójkę dzieci, pracująca w pobliskim (pełnym śmieciowego żarcia i innych śmieciowych produktów), supermarkecie na kasie, za 1500 złotych miesięcznie, jeśli nie to, że błogosławieństwem jest dla niej ta robota (tj. że ją w ogóle ma na stałe, na umowę o pracę, z podstawowym ubezpieczeniem dla niej i dzieci) oraz to, że może sobie w takim markecie kupić najtańsze pieczywo i wędlinę (choćby najlichszej jakości), ale jednak w cenach pozwalających (choć z ledwością, to jednak) związać koniec z końcem? Co dla takiej matki jest ekologiczne, można by się zapytać? Może to właśnie, że jest miejsce pracy i dzięki niemu jakiś sposób na życie?

Co ma powiedzieć starsza pani, gospodyni wiejskiego domu pod lasem, gdzie po sąsiedzku na wakacje przyjeżdżają letnicy z wielkiego miasta i zachwycają się tym, że nie ma bieżącej wody i myć się trzeba przy studni na dworze, a do wychodka też pofatygować się trzeba na zewnątrz? Dla miastowych to świetna eko-rozrywka. Dla starszej pani - niezwykle uciążliwy chleb codzienny.

Co mają powiedzieć dzieci z takich wiosek i domów, które zażywają natury aż przysłowiowo „bokiem wychodzi" i dla nich to jest właściwie wszystko, albo prawie wszystko, czego zażywają? Opowieści „miastowych" o śmieciowym żarciu wydają się śmiechu warte. Dla nich to jest bowiem symbol „wielkiego świata", wyzwolenia z więzów biedy i zacofania - bo często tak właśnie są postrzegani i tak dokładnie sami o sobie myślą - a zamiast zdrowej marchewki z własnego ogródka i kompotu z owoców z własnego sadu, wolą „kupczą" puszkę z bliżej nieokreślonym wkładem i chemiczny napój gazowany w „pecie", które nieodmiennie pachną wielkim światem.

Co mają powiedzieć gospodarze z wiosek położonych nad rzeką, gdy na spływ przyjeżdża grupa turystów z zagranicy i zachwyca się szczerze kukaniem kukułek, śladami obecności bobrów (które nota bene robią gospodarzom niemałe szkody) i zajęcy? Dla tubylców ci zagraniczni turyści są równie egzotyczni i „z kosmosu", jak egzotyczna jest dla przybyszów ta „nieskażona" zielona kraina. Co dla takich gospodarzy jest ekologiczne - można się zapytać? Z pewnością nie ich otoczenie - a już na pewno oni sami tak o tym nie myślą. Czym jest ekologia w ich odczuciu? Zapewne właśnie dziecinną zabawą - może dobrą dla mieszczuchów, którzy nie mają zielonego pojęcia czym jest prawdziwe życie na wsi - może i super-ekologiczne, ale równie twarde i trudne, gdyż związane z borykaniem się, aby pośród tej natury (czy wespół z nią) przetrwać.

Jest jeszcze inna niepokojąca perspektywa, perspektywa krajów trzeciego świata, która mi na przykład na myśl nieodmiennie przywodzi pięknie, ręcznie tkane dywany z naturalnych surowców, ometkowane napisem : „wyprodukowane bez udziału dzieci". Wydaje się to z początku szlachetne bardzo, ale już mniej gdy się zaczynam zastanawiać co te dzieci teraz - skoro nie pracują - robią i z czego - wobec tego - żyją. Bo w to, że szlachetna firma, tak wspaniałomyślnie produkująca dywany bez udziału dzieci , wysłała te dzieci w zamian do szkoły, nie uwierzę.

Jest oczywiście świat ludzi „zamożnych", „wykształconych", „inteligentnych" i „świadomych" - słowem świat ludzi posiadających możliwości. Jaki to jest procent ludzi na świecie? Jaki to jest procent naszego społeczeństwa? Dla nich ekologia rozwarstwia się na nurty i dziedziny. Tutaj innego rodzaju pytania są istotne, a pośród nich również i takie: czy marki luksusowe mogą być ekologiczne? Czy luksus w ogóle da się pogodzić z ekologią, czy raczej jest to trend będący wyrazem pretensjonalnego „pseudo", podszywającego się pod nośną ideę, na której można dobrze zarobić, jeśli się umie odpowiednio swój drogi produkt opakować? Prawdę powiedziawszy, nie wiem i pytanie to, jako ciekawe, kieruję do Was. Dla mnie osobiście ekologia wiąże się nieodmiennie z prostotą. Im bardziej uproszczona w formie i treści - tym lepsza. A czy może wiązać się z luksusem? To oczywiście zależy z czyjego punktu widzenia.

----------
Warto przeczytać:
Eko-luksus - czy ma ekologiczną rację bytu?,
Eko-sonda: Co sądzisz o markach określanych jako eko-luksusowe? Wasze odpowiedzi,
Biotherm, Lancôme, Gucci... - czy konwencjonalne marki luksusowe wkraczają na drogę „eko"?

Więcej artykułów z pogranicza ekologii i psychologii w dziale ekoPSYCHOLOGIA.

Warto odwiedzić dział ekoLUKSUS.


Komentarze

avatar marzycieka :-)
0
 
 
ekologia w polsce jest luksusem i to jest chore. produkty ekologiczne powinny być powszechnie dostępne. w zasadzie wszystkie produkty powinny być ekologiczne! i niech sobie też będą produkty ekologiczne luksusowe - jeśli ktoś ma pieniądze niech ma na co je wydawać :-)
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar milla
0
 
 
W Polsce jest takie myślenie: nie stać nas na ekologię. W rozwiniętym świecie myślenie jest takie: nie stać nas, by nie produkować, kupować i myśleć ekologicznie.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar Ideafix
0
 
 
Z tym, że ekologia to nie tylko kupowanie ekologicznych produktów. To także postawa konsumencka - recykling, oszczędzanie wody, energii... I tutaj zasobność portfela nie ma nic do rzeczy. To, że ktoś jest w trudnej sytuacji materialnej nie rozgrzesza go np. w kontekście segregacji śmieci. No i ekologia to nie tylko wakacje na wsi. W mieście można żyć bardziej eko niż na wsi - gęsta zabudowa miejska sprzyja oszczędności energii, materiałów budowlanych i środków transportu.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar GrażaW.
0
 
 
Ekologia kaprysem ludzi majętnych? Nie sądzę. Raczej ekologia wyborem ludzi świadomych. Odruchy takie jak oszczędzanie wody i prądu, odzyskiwanie surowców wtórnych nic nie kosztują a nawet pozwalają zaoszczędzić. Podbnie pozwala zaoszczędzić kupowanie odzieży dziecięcej z drugiej ręki co też jest eko. Żywność ekologiczna jest w Polsce za droga - tu się niestety zgodzę ale póki będziemy mówić o ekologii jako o luksusie i zachciance bogaczy to utrzymujemy błędne koło. A prawda jest taka, że ludzie bogaci wcale nie żyją eko - wielkie domy, wielkie samochody, podróże samolotami, wielkie zakupy to nie jest ekożycie.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar Tamara
0
 
 
luksusowe produkty mogą być eko - patrz piękna wieczorowa sukna z peace silku uszyta z poszanowaniem zasad sprawiedliwego handlu albo ekskluzywne niszowe perfumy na bazie wyłącznie naturalnych składników wlewane do pięknych szklanych pojemników, które można potem ponownie napełniać. to jest luksus i to jest eko. żadne pseudo. mam wrażenie, że mówienie, że luksusowe produkty nie mogą być eko to przejaw polskiego piekiełka - zazdrości, zawiści i ciągnięcia wszystkiego i wszystkich w dół, byle się nikt nie wywyższał.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz