Jak sprawić, by być szczęśliwym pracownikiem? O ekologii pracy i ekologii w pracy - okiem psychologa

być szczęśliwym pracownikiemByć szczęśliwym pracownikiem to po trosze być szczęśliwym człowiekiem. Uważam, że to bardzo podobne zagadnienia i wysoce filozoficzne w gruncie rzeczy. Bo co właściwie znaczy być szczęśliwym? Co daje szczęście w pracy? W jakim stopniu na poczucie szczęścia ma wpływ samo miejsce pracy, czyli środowisko, a w jakim sama jednostka - jej zdolność do cieszenia się życiem i przeżywania szczęścia? Zagadnienia te, poza tym, że powiązane, są raczej złożone - tak myślę. Dlatego też nie będę oryginalna jeśli powiem iż nie ma prostej recepty. Wskazówki, z której każdy mógłby skorzystać. Są jednak pewne interesujące prawidłowości, które mogą nam posłużyć, jako swego rodzaju „kompas", podpowiadający w którą stronę się poruszać, aby dotrzeć do... zawodowego szczęścia.

Zacznijmy od jednostki

Otóż bycie szczęśliwym w ogóle, w tym również w pracy i z powodu pracy, jest w sporym stopniu uwarunkowane cechami osobistymi, a właściwie osobistym ustosunkowaniem do kwestii szczęścia. Jedni z nas potrafią zadowolić się tym, co mają. Innych nie cieszą nawet spektakularnie osiągnięcia, albo nie ciszą na długo. Dlaczego tak się dzieje? Jesteśmy różni i mamy w głowie (co chciałabym podkreślić szczególnie) różne standardy wyznaczające to, co określamy jako szczęście i życie szczęśliwe. To samo odnosi się do pracy.

Część z tych standardów jest jedynie wyobrażona, tj. wytworzona przez środowisko dysponujące swego rodzaju „mocą kreowania" standardów. I tak na przykład dla małych dzieci jest to ich dom rodzinny, dla nastolatków przeważnie grupa rówieśnicza i/lub media, dla dorosłych rozmaite grupy odniesienia (np. zawodowa, firmowa), a także wizje kreowane przez media. Dzięki ich wpływom łatwo identyfikujemy się z czymś konkretnym i ulegamy złudzeniu, że istnieje pewien poziom (usytuowany na razie poza naszym zasięgiem), do którego „musimy" doskoczyć, by stać się ludźmi szczęśliwymi.

Niezmiernie ważne jest więc, jak widzimy, już samo to, z jakimi standardami się identyfikujemy. Może się np. okazać, że - jak już osiągniemy upragnione „coś" - zwyczajnie daliśmy się nabrać, bo to „coś" wcale szczęścia nie daje. Niektórzy z tego wyciągają lekcję i (bardzo rozsądnie) starają się zdefiniować, czym właściwie szczęście jest dla nich osobiście, a potem - jak do niego można dojść. W ten sposób stają się ludźmi poszukującymi.

Inni natomiast wniosków nie wyciągają i szukają sobie kolejnych standardów, poprzeczek. Są też i tacy, którzy nawet nie dochodzą do poziomu weryfikacji, bowiem gdy tylko osiągną dany standard, magiczna poprzeczka podnosi się o szczebel lub dwa. I znów trzeba się starać, aby doskoczyć. Istnieje jeszcze i taka postawa, w której standard wyznaczający pełnię szczęścia (nie tylko zresztą zawodowego) wydaje się komuś tak odległy i nierealny, że rezygnuje na starcie i realizuje standardy zastępcze, które (co oczywiste) też szczęścia nie dają. Wybór taki prowadzi do niezadowolenia już z samej zasady.

Wszystkie te gry, bo są to pewnego rodzaju gry rozgrywane ze sobą samym, prowadzą donikąd. Mimo to są jednak postawami powszechnymi, zarówno w odniesieniu do pracy zawodowej, jak też do życia osobistego. Dlaczego? Dają głowie zajęcie i zajęta w ten sposób głowa nie ma czasu poważnie się nad sobą zastanowić. Można się „tak jakoś" przesnuć przez całe życie, wiecznie narzekając („gdybym był bogaty...", „gdybym miał lepszą pracę...", „gdyby mój szef był rozsądny..." ).

Pozostaje pytanie: nad czym głowa mogłaby się zastanowić w kontekście szczęścia, gdyby na to znalazła trochę czasu? Po pierwsze i - być może jest to kluczowe dla sprawy - nad wyborem: jakiego rodzaju standard, czy standardy zawodowo - życiowe uznajemy za ważne osobiście dla nas. Paradoksalnie bowiem rzadko uświadamiamy sobie, że mamy w tej kwestii wybór. Najczęściej zachowujemy się tak, jakby to była kwestia „dziedziczenia", czy to poprzez więzi religijno-rodzinne, czy płciowo-kulturowe, czy też zawodowo-branżowe. Na jedno wychodzi.

Tymczasem poczucie szczęścia to kwestia wybitnie osobista i indywidualna - bez względu na to, do jakiej płaszczyzny życia się odnosi. Jest ściśle powiązana z tym, co jest dla kogoś ważne, a nade wszystko możliwa do dookreślenia wedle własnego wyboru. Inni ludzie (w tym duchowni, psychologowie, filozofowie i media) nie mogą nam, niestety ani powiedzieć, ani podpowiedzieć, co jest (czy powinno) być dla nas ważne, czyli jak my mamy być szczęśliwi, również zawodowo. Na to pytanie możemy sobie odpowiedzieć sami, postępując zgodnie z filozoficzną wskazówką: „poznaj siebie".

W odniesieniu do pracy zawodowej oznacza to: rób to, co pragniesz robić, co daje ci frajdę. Tylko w ten sposób możesz zweryfikować, czy twoje wyobrażenia o szczęściu wynikają z głębi ciebie, czy też są wizjami urojonymi. Prawdę o sobie można poznać, gdy się robi to, co robić się chce i gdy się to robi w swoim własnym imieniu.

Ciekawy i pocieszający jest fakt, że w większości przypadków już samo robienie tego, co się chce i lubi robić wystarcza, aby być zadowolonym w pracy, a nawet szczęśliwym. Działając w taki sposób nie ulegamy auto-manipulacji (nie gramy w żadną grę ze sobą), ani też nie „wrabiamy" innych w odpowiedzialność za to, czy my jesteśmy zadowoleni z pracy, którą podjęliśmy się wykonywać.

Kwestią osobną, acz istotną, od której być może należałoby zacząć, jest zagadnienie jak dojść w życiu do takiej sytuacji, aby móc robić to, co się robić chce i lubi? Istnieje również i druga strona medalu, czyli środowisko - w tym wypadku zawodowe. Prawdą jest bowiem, że są środowiska toksyczne oraz takie, w których ludzie czują się dobrze.

----------
Warto przeczytać: Geografia szczęścia czyli co sprawia, że mieszkańcy danego kraju czują się szczęśliwsi niż inni?

Więcej artykułów z pogranicza ekologii i psychologii w dziale ekoPSYCHOLOGIA.

Ilustracja: everyoneisdifferent.com


Komentarze

Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz