Porozumienie bez przemocy – czym jest (a czym nie) i czy jest komunikacyjnym panaceum (okiem psychologa)

Marshall B. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy - O języku serca, wyd. J. Santorski, 2003Porozumienie bez przemocy (ang. NVC - skrót od Non Violent Communication) to metoda komunikowania się opracowana przez dr Marshalla Rosenberga, która - poprzez skupienie uwagi na uczuciach i potrzebach, które kryją się za komunikatem naszego rozmówcy, a także za naszym własnym komunikatem - ma na celu wyeliminowania lub co najmniej ograniczenia możliwości wystąpienia przemocy w dialogu, zarówno w formie fizycznej, jak i psychicznej.

Metoda NVC ma służyć nawiązaniu autentycznego, konstruktywnego kontaktu z rodziną i przyjaciółmi, również w kontekście biznesowym - z kolegami i koleżankami w pracy, z pracownikami, klientami, szefami, partnerami biznesowymi, wreszcie w sferze społecznej i politycznej. Czy ta metoda to faktycznie komunikacyjne panaceum? Jeśli tak, dlaczego jej powszechnie nie stosujemy, a nasz język komunikacyjny wygląda tak, jak wygląda (tj. jest nie konstruktywny i pełen przemocy)? Jeśli nie - jakie są ograniczenia i słabe punkty tej metody, a gdzie najlepiej się sprawdza? A tak szerzej - czy komunikowanie się bez przemocy zawsze ma sens? Czy jest stanem zawsze pożądanym, naturalnym tudzież normalnym? Przecież przemoc istnieje także w komunikacji w świecie zwierząt...

Zacznę od tego ostatniego. Owszem - przemoc istnieje w świecie zwierząt, ale zwierzęta, w odróżnieniu od ludzi, po pierwsze nie mają w tym zakresie wyboru, ponieważ działają instynktownie, a nie intencjonalnie (u ludzi jest odwrotnie - tzn. mają wybór i działają intencjonalnie). Po drugie, zwierzęta nigdy nie działają na szkodę innych bezinteresownie. Coś takiego robi tylko człowiek. W tym sensie ludzka agresja (która sama w sobie nie jest zła i spełnia konkretne funkcje przystosowawcze) potrafi przybierać formy destrukcyjne w sposób bezsensowny (tj. nie przynoszący żadnej konkretnej korzyści ani agresorowi, ani nikomu innemu).

Wracając do NVC - czy to dobra metoda? Bezsprzecznie tak. Uczy komunikowania się w sposób taki, aby człowiek mógł uzyskać od drugiego to, czego pragnie w sposób otwarty i bez stosowania rozmaitych form nacisku. Mówiąc najoględniej metoda ta uczy człowieka, że aby otrzymać to, czego się pragnie wystarczy poprosić. Poprosić to, jak rozumiemy, co innego niż wymusić czy wymanipulować, zabrać bez pytania czy wręcz wydrzeć komuś. I nie mówimy tutaj oczywiście o działaniu fizycznym, a właściwe nie przede wszystkim o nim, rozmawiamy bowiem o komunikowaniu się w świecie ludzi dorosłych, w którym nacisk, wymuszanie, grożenie, obrażanie przybierają dość pokrętne i zakamuflowane formy słowne.

Marshall B. Rosenberg, Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy, wyd. J. Santorski, 2008Proceder zwany przemocą odbywa się bowiem w świecie ludzi dorosłych na skalę masową przede wszystkim na poziomie komunikatu - jego treści i formy. Do tego nawiązuje metoda NVC ucząc, jak jej nazwa wskazuje, czegoś odwrotnego. Teoretycznie jest to proste: aby coś otrzymać, trzeba o coś poprosić. Trzeba umieć o to coś poprosić, no i oczywiście trzeba chcieć poprosić właśnie, a nie wymusić.

Dlaczego porosić przychodzi nam trudno? Bo prośba stawia nas w pozycji równoprawnej, a nawet w pozycji słabszego w stosunku do drugiej osoby. Jeśli prośba rzeczywiście jest prośbą i niczym więcej, daje adresatowi prośby prawo do odmowy. W rezultacie to od niego zależy, czy zechce nam „dać" to, o co prosimy, czy nie. Tutaj właśnie zaczynają się schody bo my, ludzie „cywilizowani", bardzo nie lubimy zdawać się na innych i panicznie boimy się czuć się słabi (a czujemy się rzeczywiście słabi, kiedy prosimy). Cała nasza cywilizacja bowiem opiera się na kulcie siły. Silny bierze sobie bez pytania i jeśli jest rzeczywiście silny, nikt go w ostatecznym rozrachunku nie rozlicza z tego, jakimi metodami doszedł do tego, co ma.

Czy NVC jest upragnionym panaceum, dobrym w każdych okolicznościach i zawsze skutecznym? Z pewnością nie - nie wierzę w złote metody dobre na wszystko. Ale ogólnie to dobra metoda, której powszechne stosowanie mogłoby się przyczynić do złagodzenia naszych dość brutalnych na co dzień obyczajów, a przez to do ogólnego dobrostanu także.

Jakie są ograniczenia NVC? Jest trudne do nauczenia. Wymaga motywacji, czasu i ćwiczenia. To rozkłada się na lata. Pierwsze rezultaty nie są widoczne zbyt szybko, co zniechęca - zwłaszcza amatorów szybkich efektów. Wymaga otwarcia się na potrzeby i - co za tym idzie nieuchronnie - na uczucia, a to jest w niektórych środowiskach (np. biznesowych) niemile widziane. No i wreszcie wymaga systematycznego, cierpliwego rozszyfrowywania siebie samego, tego co się kryje za konkretnymi emocjami, których doświadczamy. Odpowiedzi na pytanie jakie są nasze rzeczywiste potrzeby. To docieranie do własnych potrzeb jest drogą często trudną i skomplikowaną: zmusza człowieka do zastanawiania się nad sobą samym i bardzo niekomfortowego, zwłaszcza na początku, odkrywania iż sami dla siebie jesteśmy wielką tajemnicą. Podłoże tego, co robimy najczęściej jest inne niż nam się wydaje. Siejemy zamęt naokoło siebie, ponieważ mamy niską samoświadomość. I my sami odpowiedzialni jesteśmy za ten zamęt, a nie jacyś tam „inni", którym najchętniej zamęt przypisujemy. Mogłabym tak mnożyć przykłady niekomfortowych samo-oświeceń, przez które trzeba się przekopywać latami, aby wreszcie rzeczywiście komunikować się nietoksycznie i nietoksycznie żyć. To właśnie są słabe strony metody, co nie oznacza oczywiście, że wysiłek nie jest wart zachodu.

Starożytni Rzymianie mawiali: „przez trudy do gwiazd". Czy nas jest dzisiaj stać na długotrwały i konsekwentny wysiłek w imię dobrostanu osadzonego w bliżej nieokreślonym czasie przyszłym? Sami sobie na to pytanie odpowiedzmy. Ja ma wrażenie, że - tak ogólnie - to wolimy raczej kupić sobie trochę taniego, szybkiego i łatwego samozadowolenia dostępnego powszechnie w rozmaitych formach masowych. Aby to sobie zobrazować wystarczy przejrzeć rozmaite gwiazdorskie tapety na fejsbuku. Naprawdę nie trzeba dziś być gwiazdą filmową, aby się poczuć tak, jakby się nią było. Czy jednak poczuć się, jak gwiazda filmowa to to samo, co gwiazdą być? Mam wrażenie, że na skalę globalną wciska nam się, i to skutecznie, że tak. No więc NVC odziera nas z tapet. Dlatego mowa tam o autentycznym kontakcie z drugim człowiekiem. Nie łudźmy się jednak, że to pigułeczka, którą łatwo łykniemy i się nam po niej od razu zrobi lepiej. To raczej kawał ciężkiej roboty nad sobą, do odwalenia z zakasanymi rękawami i to łopatą. Jeśli więc ktoś ma słabą motywację, niech sobie raczej poprawi swoją tapetę - cokolwiek miałaby ona oznaczać. Na pewno poprawi sobie w ten sposób samopoczucie szybciej, niż kosztowne i czasochłonne NVC.

----------
Warto przeczytać:
Ekologia negocjacji - okiem psychologa,
Ekologia relacji międzyludzkich: czy kłótnie są eko?

Więcej artykułów z pogranicza psychologii i ekologii w dziale ekoPSYCHOLOGIA.

W języku polskim ukazały się następujące książki Marshalla B. Rosenberg'a dot. metody NVC: „Porozumienie bez przemocy - O języku serca" (wyd. J. Santorski, 2003), „Edukacja wzbogacająca życie" (wyd. J. Santorski, 2006), „Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy" (wyd. J. Santorski, 2008).

Więcej o NVC na stronach: cnvc.org i nonviolentcommunication.com


Komentarze

avatar BibaA
0
 
 
Spotkałam się z techniką porozumienie bez przemocy kilka lat temu przy okazji warsztatów rozwojowych. Jakoś łatwiej mi zaakceptować przydatność techniki w życiu prywatnym i w relacjach, gdzie obydwie strony CHCĄ się porzumieć ale im jakoś z różnych względów nie wychodzi. Moje doświadczenie jest takie że ta technika w świecie biznesu i polityki jest jest frustrująca i skazana na porażkę zwłaszcza tam gdzie chodzi o szybkie pokazanie kto jest mądrzejszy, silniejszy, sprytniejszy, obrotniejszy a nie o głębsze porozumienie. Ja bym bardzo uważała a nawet odrazała stosowania tej techniki w biznesie. Po prostu człowiek wtedy sam się podkłada.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar WB
0
 
 
Mnie też ciekawi NVC w kontekście bizesowy i to bardziej biznesowym niż pracowym czyli nie relacje z koleżankami z pracy ale w rozmowach z kontrahentami czy partnerami biznesowymi. Czy metoda pomaga czy przeszkadza? Mnie ta metoda bardzo ciekawi ale wlaśnie tez mam wrażenie że w życiu prywatnym jest super a w biznesie to bardziej strzelanie sobie w kolano.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz