Dziesięć pytań na temat ekologii (i nasze – subiektywne - odpowiedzi)
Wpisany przez Ekoistka.pl - redakcja czwartek, 17 marca 2011 21:45
W rozmowach zawodowych i prywatnych, w których uczestniczymy, regularnie pojawiają się pewne pytania dotyczące obszaru tzw. ekologii w życiu codziennym. Niektóre z nich stawiamy sobie zazwyczaj, gdy rozpoczynamy "przygodę z ekologią" - chcielibyśmy żyć bardziej pro-ekologicznie, a nie wiemy jak zacząć. Albo słyszeliśmy różne niepokojące uwagi - że życie „eko" jest drogie, trudne, czasochłonne. Poniżej dziesięć takich pytań (i towarzyszących im odpowiedzi).
Pytanie nr 1: Czy ekologia jest droga? Niektórzy twierdzą, że na ekologię ich po prostu nie stać.
Jeśli z premedytacją chcemy zawęzić ekologię do luksusowych domów pasywnych, najnowszych samochodów hybrydowych czy ekskluzywnych kremów z eko-certyfikatem, to - owszem - dojdziemy zapewne do wniosku, że na ekologię nas nie stać bo nie stać nas na kupowanie eko-produktów. Tyle, że w pro-ekologicznej postawie życiowej chodzi mniej o kupowanie konkretnych rzeczy, a bardziej o ogólną postawę konsumencką, a wręcz życiową. Chodzi o to, by kupować mądrze - tylko to, co potrzebujemy i tylko tyle, ile potrzebujemy, nie marnotrawić, segregować, oszczędzać, szanować i - ogólnie - rozsądnie gospodarować ... a to przecież nie wymaga dodatkowych nakładów finansowych z naszej strony.
To prawda, że np. produkty rolnictwa ekologicznego są droższe od produktów spożywczych rolnictwa konwencjonalnego. Niektóre z nich są droższe o kilkanaście, inne o kilkadziesiąt procent. W krajach Unii Europejskiej, w których rolnictwo ekologiczne rozwija się od wielu lat, produkty rolnictwa ekologicznego są droższe średnio o 20-30proc. W Polsce, niestety, o wiele więcej. Produkty rolnictwa ekologicznego to u nas nadal produkty niszowe, producentów mniej, a i sieć dystrybucji nadal nieporównywalnie słabiej rozwinięta.
Co jakiś czas w prasie pojawiają się porównania tzw. koszyków zakupowych produktów konwencjonalnych i ekologicznych. Niektóre z nich wskazują na dramatyczne różnice w cenie. Z tym, że przy tych porównaniach bierze się z jednej strony pod uwagę np. najtańszy przemysłowy chleb i najtańszy przemysłowy ser, które można raczej nazwać wyrobami chlebopodobnymi i seropodobnymi, a z drugiej - chleb z mąki z pełnego przemiału, bez żadnych sztucznych polepszaczy, i ser wyrobiony z mleka krów karmionych paszą naturalną, bez antybiotyków, dojrzewający miesiącami i produkowany zgodnie z tradycyjnymi zasadami serowarstwa. To porównywanie wyrobów nieporównywalnych smakowo i jakościowo.
Można też wysunąć stwierdzenie, że - nawet jeśli ekologia jest droga - to się opłaca, bo np. kupując sprzęt AGD klasy energetycznej A (w przypadku lodówej funkcjonują również klasy A+ oraz A++), zapłacimy za niego na starcie więcej, ale potem to, co zaoszczędzimy jeśli chodzi o zużycie prądu szybko przewyższy różnicę w cenie.
Tym, którzy twierdzą, że nie stać nas na ekologię, można z kolei wysunąć tezę odwrotną czyli „nie stać nas na brak ekologii" - jeśli bowiem nie zmienimy swoich destrukcyjnych dla środowiska, ultrakonsumpcyjnych nawyków, środowisko, w którym żyjemy długo „nie pociągnie".
Pytanie nr 2: Panuje też pogląd, że ekologiczne życie jest bardzo czasochłonne. Kto z nas ma czas, by np. samemu robić swoje produkty czystości dla domu?
Jeśli chcemy sami przygotowywać swoje kosmetyki czy środki do czyszczenia domu, szyć swoje ubrania z materiałów z odzysku i tworzyć własną upcyklingową biżuterię, to z pewnością pochłonie to trochę czasu (przy okazji może też stanowić fajne hobby). Z tym, że nie musimy tego robić, jeśli nie chcemy, i nie zaneguje to naszej pro-ekologicznej postawy. Są w sprzedaży renomowane, gotowe, ekologiczne środki czystości dla domu. Są gotowe kosmetyki naturalne z eko-certyfikatem, poszerza się oferta odzieży szytej w sposób etyczny, z materiałów przyjaznych środowisku. Wrócimy w tym miejscu do tego, o czym mowa w punkcie pierwszym czyli, że - oprócz tego, co kupujemy - ważne jest jak kupujemy i jak użytkujemy dany produkt, wreszcie co robimy z tym, co po tym produkcie zostanie. Niezależnie od tego, czym pierzemy - orzechami czy konwencjonalnym proszkiem do prania - istotne jest jak pierzemy: w jakiej temperaturze, z jaką częstotliwością, w jakiej pralce, ile prania wkładamy za każdym razem do pralki, czy pranie suszymy na sznurku czy w automatycznej suszarce, czy dozujemy środek piorący zgodnie z zaleceniami czy też lejemy „jak popadnie", co robimy z zużytym opakowaniem. Itp., itd. Oczywiście, ocena dotycząca tego czy jesteśmy „pro-ekologiczni", czy też nie, nie może opierać się tylko na tym, czym sprzątamy w domu!
Wracając do kwestii czasochłonności, rozpoczęcie pro-ekologicznego trybu życia może być czasochłonne, to prawda. Zwłaszcza dla kogoś, kto był przyzwyczajony do tego, że wpadał np. w piątek do hipermarketu i za jednym zamachem robił zakupy na cały kolejny tydzień. A tu okazuje się, że trzeba poznać nowe marki, poszukać informacji, za każdym razem odwiedzić kilka różnych sklepów, a niektóre zakupy zrobić w Internecie. Ale też nie ma co demonizować - gama eko-produktów się poszerza, ich dostępność też się robi bardziej powszechna.
Poza tym pro-ekologiczne życie to także, a może i przede wszystkim, rozsądne gospodarowanie wodą, oszczędzanie energii elektrycznej, segregowanie śmieci, robienie przemyślanych zakupów... Wątpimy, by powyższe nawyki były aż tak czasochłonne.
Pytanie nr 3: Dlaczego jest tyle przeróżnych ekocertyfikatów? Przecież to wcale nie ułatwia sprawy.
Zadaniem certyfikatów jest pomoc w szybkiej identyfikacji produktów i usług, które są ekologicznie „w porządku". Bywa jednak tak, że ich liczba i różnorodność bardziej utrudnia, niż ułatwia podejmowanie świadomych zakupowych decyzji.
Która kawa jest bardziej etyczna - ta z certyfikatem Fair Trade, UTZ czy Rainforest Alliance? Który kosmetyk bardziej naturalny i ekologiczny - ten z certyfikatem Eco Label, Ecocert, BDiH, Soil Association, NaTrue? Odpowiedzi na tego typu pytania wymagają wnikliwego przestudiowania zasad przyznawania poszczególnych certyfikatów i ich porównania miedzy sobą, a przecież nie zawsze poszczególne kryteria są bezpośrednio porównywalne. Są certyfikaty bazujące na jednym kryterium i certyfikaty przekrojowe, oparte na ich węższym lub szerszym zestawie. Są certyfikaty krajowe i certyfikaty międzynarodowe. Są certyfikaty branżowe i przekrojowe, niezwiązane z żadną konkretną branżą. Jak podaje Washington Post, na świecie jest ponad 600 certyfikatów w obszarze szeroko pojętej ekologii. To nie lada wyzwanie tak dla konsumentów, jak i dla producentów, którzy muszą podjąć decyzję nie tylko „czy certyfikować?" ale „u kogo certyfikować?", biorąc pod uwagę tak różne elementy, jak koszt uzyskania certyfikatu, zwrot z inwestycji, rozpoznawalność i wiarygodność danego certyfikatu.
Nie da rady - jeśli chcemy być świadomym konsumentem, powinniśmy się w ekocertyfikatach orientować, a przynajmniej orientować się w tych, z którymi mamy do czynienia w codziennym życiu. Orientować na tyle, by wiedzieć jakie kryteria dany certyfikat stosuje, a jakie nie. Jakie są jego mocne strony, a jakie ma słabości. Pomocny w tej kwestii może być serwis ecolabelindex.com, zawierający informacje o ponad 370 ekocertyfikatach z 211 krajów świata, zgrupowanych według kryterium branżowego.
Pytanie nr 4: Coraz więcej firm reklamuje swoje produkty jako „zielone". Często robi to bez pokrycia. Jak ustrzec się greenwashingu?
Edukując się i rozwijając naszą konsumencką świadomość. Jak powiedział nam dr. Igor B. Nestoruk, radca prawny specjalizujący się w tematyce prawa konsumenckiego i prawa konkurencji, „branie wszystkiego, co producenci przekazują nam w treści reklam czy opakowań „na wiarę" czy „w ciemno" nie wydaje mi się być poprawnym wzorcem konsumenckich zachowań. „Przeciętny konsument" - a takim właśnie modelem posługuje się Europejski Trybunał Sprawiedliwości interpretując europejskie przepisy - to konsument dobrze poinformowany, rozsądny i uważny."
Pytanie nr 5: Czy życie „eko" jest trudne?
Życie „eko" nie wydaje się nam być specjalnie trudne. Na pewno wymaga pewnej samodyscypliny, konsekwencji oraz świadomego działania. Trudne natomiast może być określenie faktycznej ekologiczności poszczególnych rozwiązań czy produktów, zwłaszcza w tych sytuacjach, w których - do podjęcia zakupowej decyzji - trzeba mieć wiedzę dotyczącą całego cyklu życiowego produktu (ang. life cycle assessment - LCA), począwszy od pochodzenia i sposobu uzyskania jego poszczególnych składników, poprzez etapy produkcji, transport, aż po środowiskowe koszty użytkowania i utylizacji. W takie szersze, holistyczne podejście do wpisuje się np. koncepcja eko-przyjaznego projektowania, a jednocześnie ekologiczny system certyfikacyjny Cradle-to-Cradle.
Pytanie nr 6: A tak w ogóle, co to jest ekologia?
Pojęcie „ekologii" klasycznie odnosi się do nauki o strukturze i funkcjonowaniu przyrody i - jako takie - ma swoją definicję. Istnieje termin „ekologii głębokiej" - jest to nurt filozoficzny, który krytykuje dominujący we współczesnej kulturze antropocentryzm i konsumpcjonizm, oraz oparty nich, najbardziej rozpowszechniony, antropocentryczny model ochrony środowiska, zwany - dla kontrastu - „płytką ekologią". Popularnie, „ekologia" odnosi się do postawy życiowej opartej na szacunku dla przyrody, świadomej konsumpcji i dokonywania takich wyborów, które promują firmy działające w sposób odpowiedzialny - ekologicznie, etycznie i społecznie - oraz rozwiązania i produkty, które spełniają podobne kryteria odpowiedzialności. To taka „ekologia życia codziennego", choć pewnie naukowcy stwierdzą, że takie określenie jest nieprecyzyjne, a nawet błędnie sformułowane, i lepiej byłoby go zastąpić innym terminem, np. „pro-ekologiczny tryb życia".
Pytanie nr 7: Od czego należy zacząć, gdy się chce żyć bardziej ekologicznie, a nie jest się w tym temacie biegłym?
Na pewno trzeba zacząć od siebie samego i od drobnych zmian w naszym codziennym życiu. Temat ten poruszałyśmy już kilkakrotnie na łamach serwisu Ekoistka.pl. Na początek polecamy zwłaszcza artykuły: Jak rozpocząć "przygodę z ekologią", kiedy nie wie się gdzie i jak zacząć - okiem psychologa i 3 R - prosty sposób na ekologiczne życie i odpowiedzialną konsumpcję.
Pytanie nr 8: Czy można być ekologiem i jeść mięso?
O wegetarianizmie można pisać w kontekście etycznym, ekologicznym, zdrowotnym, a także ekonomicznym i społecznym. Zacznijmy od tego, że są producenci mięsa, którzy posiadają stosowne eko-certyfikaty. Aby je osiągnąć, muszą spełnić konkretne ekologiczne normy jeśli chodzi o to, w jakich warunkach hodują, czym karmią i jak zabijają zwierzęta. Jeśli więc chcemy odżywiać się wyłącznie produktami rolnictwa ekologicznego i jemy mięso, możemy kupować mięso certyfikowane ekologicznie - mamy taką możliwość.
O diecie wegetariańskiej mówi się wiele dobrego w kontekście zdrowotnym - liczne badania potwierdzają, że już samo ograniczenie spożycia mięsa ma dobroczynny wpływ na nasz organizm. Warto także wspomnieć o społecznym, ekonomicznym i ekologicznym aspekcie wegetarianizmu. Jak podkreślają kalkulacje naukowców, dieta wegetariańska - w odróżnieniu od mięsnej - może skutecznie rozwiązać problem głodu na świecie. Raport Światowej Organizacji Zdrowia pokazuje, że dieta mięsna nie jest w stanie wykarmić ludzkości. Wg w/w raportu na świecie produkuje się taką ilość pokarmu roślinnego, którym można byłoby wyżywić nie 6 ale 17 miliardów ludzi. Niestety, blisko 90proc. wyprodukowanego pokarmu roślinnego idzie na wyżywienie zwierząt hodowlanych. Aby człowiek mógł zjeść 1 kg mięsa, zwierzę, z którego pochodzi ten kilogram, musi wcześniej zjeść co najmniej 10kg pełnowartościowego pokarmu roślinnego. Z 10 hektarów ziemi uprawnej można uzyskać taką ilość soi, która nakarmi 61 ludzi, zboża, aby nakarmić 24 ludzi, kukurydzy, aby nakarmić 10 ludzi i mięsa, aby nakarmić 2 osoby. Ponadto rozmiar, jaki przemysłowa hodowla zwierząt przeznaczonych na mięso osiągnęła na świecie, stanowi poważne zagrożenie ekologiczne. W raporcie ONZ z 2006r. stwierdzono, że w wyniku hodowli krów na światową skalę, do atmosfery przedostaje się więcej metanu i dwutlenku węgla niż w wyniku emisji spalin przez samochody, samoloty i inne środki komunikacji razem wzięte. Na wynik ten składają się wszystkie działania związane z hodowlą: stosowanie sztucznych nawozów i środków ochrony roślin, wycinanie lasów, intensywne zanieczyszczanie wody, atmosfery i gleby oraz produkcja mięsa. Naukowcy apelują, że jeśli w najbliższym czasie nic się nie zmieni, za sto lat straty związane z tą gałęzią przemysłu będą dwa razy większe. Z powyższych powodów, wielu uważa wegetarianizm za ważny element proekologicznej postawy życiowej.
Inny punkt widzenia reprezentuje amerykańska feministka oraz aktywistka społeczna i ekologiczna, Lierre Keith, która po 20 latach odżywiania się zgodnie z dietą wegańską, wróciła do jedzenia mięsa. Przy okazji napisała książkę pt. „The Vegetarian Myth", w której wysuwa tezę, że to nie jedzenie mięsa, ale pojawienie się rolnictwa i jego ekstensywny rozwój konsekwentnie niszczy naszą planetę. To bowiem rolnictwo - a zwłaszcza intensywne monokultury - spowodowało, że ludzie zdewastowali łąki i lasy, doprowadzając do wymarcia niezliczone gatunki fauny i flory oraz systematycznego pogarszania się jakości ziemi. Zdaniem autorki jeśli coś może uratować Ziemię, to nie wegetarianizm, ale zmiana podejścia do tego, skąd pochodzi nasze jedzenie. Żywność powinna powstawać wewnątrz wspólnoty, która ją spożywa (tj. powinna być wytwarzana przez wspólnotę, która ją potem konsumuje i w ilości potrzebnej tejże wspólnocie), a nie być „narzucana" z zewnątrz (np. przywożona z odległych części kraju, a nawet z zagranicy, przez wielkie koncerny). I nie ma powodu - zdaniem autorki - by w tym wszystkim nie było miejsca na jedzenie zwierząt. Autorka - jak sama podkreśla - nie ma oczywiście na myśli hodowli i ubojni przemysłowych, ale ich lokalnych odpowiedników - prowadzonych na skalę adekwatną do rozmiaru danej wspólnoty, z poszanowaniem dobrostanu zwierząt i ich naturalnych potrzeb. W takich hodowlach zwierzęta zamiast stać w zamknięciu i być karmione gotowymi paszami, są wyprowadzane na pastwiska, na których samodzielnie dbają o swoje pożywienie. Zwierzęta pielęgnują pastwisko - zjadają roślinność i nawożą glebę, a następnie same są zjadane - to naturalna i pro-ekologiczna zdaniem autorki kolejność rzeczy. Książka Lierre Keith ma swoich zwolenników, ma też przeciwników, którzy zarzucają jej że - wbrew tytytułowi - nie rozprawia się z mitami dot. wegetarianizmu, ale produkuje własne, anty-wegetariańskie mity.
Pytanie nr 9: A luksus i ekologia - czy mogą iść w parze?
Zadania są podzielone i wiele zależy od tego, co rozumiemy pod pojęciem „luksus". Wyjdźmy może od paradoksu opisywanego przez Ryszarda Kulika na łamach czasopisma „Dzikie Życie", a polegającym na tym, że społeczeństwa, które mają największą świadomość ekologiczną są jednocześnie największymi niszczycielami Ziemi - bo są równocześnie najbogatsze i najbardziej konsumpcyjne, zaś społeczeństwa nie mające praktycznie żadnej świadomości ekologicznej i - z konieczności przeżycia - żyjące w sposób bezwzględnie eksploatujący przyrodę, jednocześnie charakteryzują się niskim śladem ekologicznym - bo są biedne i zwyczajnie na rozpasaną konsumpcję ich nie stać. Czy zatem tylko bieda jest ekologiczna? „Ośmielam się twierdzić, że to raczej niski poziom świadomości ponadjednostkowej i ponadnarodowej oraz związane z nim emocjonalne i moralne ubóstwo odpowiedzialne są, w naszym pseudocywilizowanym świecie, za zniszczenie, jakie siejemy wokół siebie. Pieniądze, ich posiadanie lub nie, niewiele mają tu do rzeczy. Gdybyśmy mieli wysoko rozwinięte wartości moralne oraz związane z nimi tak zwane potrzeby wyższe, ani bogactwo by nas nie niszczyło ani bieda nie nobilitowała. Nasze życie skupione byłoby wokół budowania dobrostanu podyktowanego wartościami ponadosobistymi."- odpowiada Dorota Zarczuk, psycholog, w artykule pt. Bieda i bogactwo a ekologia - okiem psychologa.
Produkty eko-luksusowe mają odpowiadać na rosnącą potrzebę życia z poszanowaniem środowiska naturalnego, przy jednoczesnej chęci utrzymania dotychczasowego poziomu komfortu i poczucia ekskluzywności. Eko-luksus bywa krytykowany jako przejaw hipokryzji bowiem - jak twierdzą zwolennicy teorii, że luksus z definicji nie może być „eko" - konsumenci nie zmieniają swoich nawyków tj. konsumują tyle samo, co wcześniej (czytaj: za dużo) z tą jedyną różnica, że wybierając produkty eko-luksusowe kupują sobie czyste sumienie. Inni z kolei podkreślają, że luksus, rozumiany jako poszukiwanie rzeczy wyjątkowych, wyprodukowanych z ekologicznych materiałów i z poszanowaniem środowiska, nie kłóci się z ekologią jeśli wiąże się z kupowaniem tychże rzeczy w sposób rozważny i równie rozważnym ich użytkowaniem. „Czym jest luksus, i czym w jego kontekście jest ekologia? Gdy się nad tym głębiej zastanawiam, nieodmiennie dochodzę do wniosku, że próba poszukiwania odpowiedzi bardzo zależy od tego, do kogo to pytanie jest skierowane i do czego w istocie się odnosi." - pisze Dorta Zarczuk we wstępie do artykułu pt. Jak się ma luksus do ekologii, i czy w ogóle produkty luksusowe zaliczyć można do ekologicznych? (okiem psychologa).
Pytanie nr 10: Czy kobiety są bardziej „eko" od mężczyzn?
„Pierwszy wyraźny sygnał dotyczący związku roli płciowej ze stosunkiem do środowiska naturalnego pojawił się na gruncie ekofeminizmu w 1974 roku. Francoise d'Eubanne sformułowała założenie, w myśl którego między dyskryminacją kobiet a nieprzestrzeganiem praw natury istnieje bezpośredni związek. Związek ten wskazuje na destrukcyjną rolę mężczyzn i patriarchalnej struktury społecznej. Innymi słowy, problemem współczesnego świata jest nie tyle antropocentryzm, odpowiedzialny za dominację ludzkości nad naturą i prowadzący do jej zniszczenia, ile androcentryzm, który dąży do podporządkowania męskiej sile zarówno przyrody, jak i kobiet. W ten oto sposób kobiety nie tylko zostały zwolnione z odpowiedzialności za udział w niszczeniu środowiska naturalnego, ale też razem z tym środowiskiem stały się ofiarą męskiej dominacji." - pisze Ryszard Kulik w artykule pt. „Czy kobiety są bardziej proekologiczne?", opublikowanym w marcowym wydaniu czasopisma „Dzikie Życie".
Różnego rodzaju badania przeprowadzone na świecie wskazują, że kobiety są bardziej świadome ekologicznie od mężczyzn - w kontekście zawodowym i osobistym. Manifestują większą troskę o środowisko, są także bardziej pro-społeczne. Warunkiem tej pro-ekologicznej przewagi kobiet nad mężczyznami jest jednak - zdaniem Ryszarda Kulika - podążanie przez kobiety za swoją naturą, która ma uwarunkowania biologiczne, a nie rywalizacja z mężczyznami oparta na przejmowaniu ich zasad postępowania i „reguł gry". „Sądzę, że obie płcie są tak samo wrażliwe i podatne na przeżywanie, przeżywają tak samo intensywnie, mają silną potrzebę troski i opieki, oraz bycia „zaopiekowanym" (oczywiście z różnym natężeniem w indywidualnych przypadkach). Różnią się natomiast sposobami wyrażania treści swoich potrzeb, emocji i przeżyć oraz przemyśleń z tym związanych. Innymi słowy przyjmują wobec tych samych zagadnień inne postawy.[...] W kontekście rozważań o ekologii, od kwestii „czy kobiety są bardziej ekologiczne od mężczyzn", bardziej interesujące wydaje mi się pytanie „w jaki sposób mężczyźni wyrażają swoją troskę o środowisko w porównaniu do tego, w jaki sposób wyrażają ją kobiety?" - pisze z kolei psycholog Dorota Zarczuk w artykule pt. Czy Polki są bardziej „eko" od Polaków i czy w ogóle kobiety są bardziej „eko" od mężczyzn - okiem psychologa.
---------
Artykuły powiązane tematycznie:
Ekologia głęboka - a co to takiego?,
Jemy odpowiedzialnie (5): dlaczego dieta wegetariańska jest bardziej eko od mięsnej i - w odróżnieniu od mięsnej - może rozwiązać problem głodu na świecie?,
Wywiad dnia: o ekologicznych oznakowaniach produktów, o greenwashingu i świadomej konsumpcji rozmawiamy z dr. Igorem B. Nestorukiem, radcą prawnym, specjalistą prawa konsumenckiego i konkurencji,
Cradle-to-Cradle (czyli: od kołyski po kołyskę) - koncepcja eko-przyjaznego projektowania oraz ekologiczny system certyfikacyjny,
Jak rozpocząć "przygodę z ekologią", kiedy nie wie się gdzie i jak zacząć - okiem psychologa,
3 R - prosty sposób na ekologiczne życie i odpowiedzialną konsumpcję,
Jak się ma luksus do ekologii, i czy w ogóle produkty luksusowe zaliczyć można do ekologicznych? (okiem psychologa),
Eko-luksus: czy ma ekologiczną rację bytu?,
Bieda i bogactwo a ekologia - okiem psychologa,
Czy Polki są bardziej „eko" od Polaków i czy w ogóle kobiety są bardziej „eko" od mężczyzn - okiem psychologa.
Zdjęcia: freedigitalphotos.net - Filomena Scalise, freedigitalphotos.net - Pixomar, freedigitalphotos.net - Salvatore Vuono, theenvironmentalblog.org, pracownia.org.pl, freedigitalphotos.net - Dan, lierrekeith.com, pommery.com, freedigitalphotos.net.
Kategorie
- ekoBIURO
- ekoBIZNES
- ekoBUDOWNICTWO
- ekoBUJDA
- ekoBYDGOSZCZ
- ekoCYTATY
- ekoCZASOPISMA
- ekoDESIGN
- ekoDOM
- ekoDZIECKO
- ekoENCYKLOPEDIA
- ekoEUROPA
- ekoFILMY
- ekoFRANCJA
- ekoGLIWICE
- ekoGWIAZDY
- ekoHOBBY
- ekoHOLANDIA
- ekoINSPIRACJE
- ekoJESIEŃ
- ekoKARIERA
- ekoKATOWICE
- ekoKONKURSY
- ekoKONSUMPCJA
- ekoKRAKÓW
- ekoKSIĄŻKI
- ekoKUCHNIA
- ekoLATO
- ekoLUBLIN
- ekoLUDZIE
- ekoLUKSUS
- ekoMAJSTERKOWANIE
- ekoMIEJSCA
- ekoMODA
- ekoMOTORYZACJA
- ekoMUZYKA
- ekoMĘŻCZYZNA
- ekoOGRÓD
- ekoPIENIĄDZE
- ekoPLOTKI
- ekoPODRÓŻE
- ekoPOLITYKA
- ekoPOLSKA
- ekoPORADY
- ekoPOZNAŃ
- ekoPRACA
- ekoPRAWO
- ekoPRODUKTY
- ekoPRZEPISY
- ekoPSYCHOLOGIA
- ekoRELACJE
- ekoRODZINA
- ekoSONDA
- ekoSZTUKA
- ekoTECHNOLOGIE
- ekoTESTUJEMY
- ekoTORUŃ
- ekoTRÓJMIASTO
- ekoURODA
- ekoUSA
- ekoWALENTYNKI
- ekoWARSZAWA
- ekoWINO
- ekoWIOSNA
- ekoWROCŁAW
- ekoWYDARZENIA
- ekoWYWIADY
- ekoZARZĄDZANIE
- ekoZDROWIE
- ekoZIMA
- ekoZWIERZĘTA
- ekoŁÓDŹ
- ekoŚWIAT
- ekoŚWIĘTA
- ekoŻYCIE











Komentarze
A poza tym to już moje prywatne zdanie ale ci wszyscy, co mówią że ekologia jest trudna, droga itp. to wygodniccy lenie i ludzie zwyczajnie nieodpowiedzialni, krótkowzroczni i egoistyczni.