Ekologia to sposób mężczyzn, by kobiety wróciły do roli kur domowych – twierdzi Elisabeth Badinter, filozofka i feministka. Co na to francuskie ekolożki?

Elisabeth Badinter - Le conflitCzytelniczki Wysokich Obcasów, sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej (nr 25, 26.06.2010, str. 26-29), w artykule Dominki Pszczółkowskiej pt. „Kobiety wracają do kuchni", miały okazję odkryć sylwetkę Elisabeth Badinter, myślicielki, profesor filozofii, jednej z największych postaci europejskiego feminizmu, autorki książek takich, jak np. „Historia miłości macierzyńskiej" czy „XY. Tożsamość mężczyzny".

Na początku b.r. na rynku francuskim ukazała się nowa książka Elisabeth Badinter pt. „Le conflit: la femme et la mère" („Konflikt: kobieta i matka"), w której autorka bije na alarm - pozycja kobiet pogarsza się, a wywalczone przez nich równouprawnienie odchodzi w zapomnienie i to w całym świecie zachodnim. Powodem są naciski, by kobiety - wchodząc w role matek - zapomniały o swoich własnych potrzebach, a cały swój czas, energię i uwagę poświęciły na wychowywanie dzieci i to wychowywanie w stylu i duchu ekologicznym czyli maksymalnie praco- i czasochłonnym. Mowa tu o presji powrotu do natury - jak najdłuższego karmienia piersią, używania wyłącznie pieluch wielorazowych i własnoręcznego gotowania zupek z warzyw ekologicznych. Zdaniem Badinter w/w ekologiczne pomysły są problematyczne i niebezpieczne w tym sensie, że jeszcze bardziej obciążają kobiety, które i tak już są bardziej obciążone wychowywaniem dzieci od mężczyzn, gdyż to one karmią, piorą, gotują.

Sama Elisabeth Badinter nie ma wątpliwości. Gdyby miała wybrać między ochroną drzew, a wolnością kobiet, jej wybór byłby oczywisty, a mleko w proszku, słoiczki z jedzeniem dla niemowląt i pieluchy jednorazowe to, jej zdaniem, etapy wyzwolenia kobiet. Książka „Le conflit" szybko poszybowała na szczyty francuskich bestsellerów. Efektem śmiałego wystąpienia jej autorki był wybuch olbrzymiej społecznej debaty we Francji, angażującej lekarzy-pediatrów i propagatorów naturalnych metod wychowywania dzieci, a także kobiety - ekolożki i feministki.
W niecały tydzień po wydaniu książki, francuski serwis ekologiczny dla kobiet fémininbio.com umieścił list otwarty do p. Badinter, podpisany przez francuskie eko-feministki, które - jak same to określiły - są zielone z wściekłości. Poniżej tłumaczenie najważniejszych fragmentów:

„Zakładanie, że ekologia, w imię pewnego naturalizmu, odsyła kobiety do domu każąc im opuścić sferę społeczną i zawodową, stanowi ordynarną karykaturę tudzież nieuczciwość intelektualną, opierającą się na widocznej niewiedzy dot. wartości filozoficznych ekologii i jej praktyki we współczesnym świecie.

Zrównoważony rozwój, agronomia, nauki botaniczne to dziedziny, w których kobiety-inżynierowie są najbardziej reprezentowane. Szefowie ds. zrównoważonego rozwoju największych przedsiębiorstw to właśnie kobiety. Pierwsze firmy consultingowe doradzające w kwestiach zrównoważonego rozwoju zostały założone przez kobiety, [...] osobistości polityczne związane z ekologią to kobiety [...]. Krótko mówiąc, ekologia to jedna z niewielu dziedzin, w których kobiety są obecne na wszystkich szczeblach hierarchii, od dołu do góry, i mogą przekazać swoją wizję.

Nie, p. Badinter, ekologia nie kłóci się z feminizmem. Doświadczenie pokazuje, że jest wręcz przeciwnie: dla feminizmu stanowi okazję. Nie odżegnujemy się od praw tak trudno zdobytych przez poprzednie pokolenia, ale też oblicza feminizmu uległy zmianie. Nie możemy poprzestać na ocenie naszego zaangażowania stosując sposób myślenia wzięty z lat 70-tych XX w. Tym bardziej, że mamy nowe wyzwania: przyspieszone niszczenie zasobów naturalnych, przetrwanie ludzkości oraz odpowiedzialność wobec naszych rodzin i społeczeństwa.

Jako kobiety, ekolożki i matki znamy ryzyko związane z bisfenolem A, składnikiem butelek do karmienia niemowląt. Wiemy też, że nasze własne mleko jest zatrute przez chemikalia. [...] Nie damy się jednak zamknąć w domach, zatrutych formaldehydem! Uznanie pieluch wielorazowego użytku za przedpotopowe to tak, jakby patrzeć na palec uczonego wskazujący księżyc. Tu bowiem również chodzi o walkę ze zależnościami, które nas wyzwoliły od prania i niańczenia, ale teraz alienują nas poprzez koszty - środowiskowe, finansowe, ludzkie, które za sobą pociągają. Ekologię w wydaniu kobiecym rozumiemy nie tylko jako ochronę naszych dzieci, ale jako walkę, która ugruntowuje naszą „człowieczą" pozycję.[...] Kobieta-ekolog to nie tylko kobieta-matka, to również kobieta waleczna i niezależna, kobieta-przedsiębiorca.

W takim samym stopniu odmawiamy przebierania się w strój typu garnitur plus krawat w przestarzałych strukturach ekonomicznych i politycznych, jak i powrotu do domu i założenia fartucha. Jako kobiety-ekolożki na co dzień walczymy o to, by godzić aktywność zawodową z rolą matki i troską o planetę, o której wiemy, że jest w niebezpieczeństwie. [...] To prawda, że to kobiety są obciążone koniecznością pogodzenia chęci spełnienia zawodowego z potrzebą bycia dobrą matką. Ale oddajmy odpowiedzialność za to obciążenie systemowi, który go stworzył, a który historycznie biorąc, jest kierowany przez mężczyzn.[...]

Prawdziwe wyzwanie na dzisiejsze czasy nie polega na tym, by sprawić, aby kobiety weszły na poziom decyzyjny niezmienionego systemu, niszczycielskiego zarówno dla rodziny, jak i dla planety, ale tak zmienić system, by kobiety nie tylko do niego weszły, ale również były słuchane i mogły wprowadzić wartości ekologiczne i post-feministyczne. To warunek konieczny, by nasze społeczeństwa stały się światem równości i trwałego, zrównoważonego rozwoju."

Oburzenie francuskich ekofeministek i - w szerszym kontekście - rozmiar debaty społecznej wywołanej przez najnowszą książkę Elisabeth Badinter na pewno pokazuje jedno: środowisko feministyczne we Francji (i zapewne w innych krajach rozwiniętych również) nie jest jednolite. Z jednej strony - Badinter i tradycyjne feministki, które chcą równouprawnienia dla kobiet w świecie mężczyzn. Z drugiej - nowe pokolenie feministek, zwanych również neofeministkami, a także - z racji zainteresowania ochroną środowiska i zrównoważonym rozwojem - ekofeministkami uważa, że bycie kobietą we współczesnym świecie polega na godzeniu wielu ról - pracy zawodowej, działalności społecznej, bycia kobietą i matką, a także uwzględnienia aspektów ekologicznych w każdej z tych ról. Neofeministki i ekofeministki chcą, by zmieniły się zasady rządzące współczesnym światem - tak, by bardziej odpowiadał ich potrzebom - zawodowym, macierzyńskim i ekologicznym.

----------
Warto przeczytać:
Czy Polki są bardziej „eko" od Polaków i czy w ogóle kobiety są bardziej „eko" od mężczyzn - okiem psychologa,
Konsumpcyjne mieć versus ekologiczne być - czy naprawdę trzeba wybierać? (okiem psychologa).

Warto odwiedzić działy: ekoPSYCHOLOGIA, ekoKONSUMPCJA.


Komentarze

avatar Robinia
+2
 
 
Jakby nie spojrzeć: pranie pieluch wielorazowych zabiera więcej czasu od wyrzucenia jednorazówki, ugotowanie zupki zabiera więcej czasu od otwarcia słoika, a przy karmieniu piersią umówienie się z mężem raz karmię ja raz ty jest poważnie utrudnione. Ekologiczne wychowanie dziecka zajmuje kobiecie więcej czasu. To jest fakt. I kolejny fakt jest taki że jest parcie na karmienie piersią, gotowanie zupek, noszenie w chuście i karmienie piersią jak najdłużej i na naturalne metody wychowawcze. Moja znajoma to praktykuje i się tym chwali tyle że ją stać czasowo i finansowo. Postanowiła rok poświęcić dziecku i może bo jej mąż zarabia kupę kasy. W zamian oczekuje brak podziału obowiązków rodzicielskich.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar marzycielka :-)
+1
 
 
wprawdzie nie można kwesti ekologii w kontekście kobiecym i feministycznym sprowadzać do pieluch, ale w kontekście tychże pieluch to ja się z p. Badinter zgadzam. Ktoś przecież te pieluchy musi prać i robi to matka. Ok, ma pralkę, ale mimo wszystko. A tak w ogóle to batalia nie powinna przebiegać na froncie pieluchy jednorazowe (ok feministycznie, nie ok ekologicznie) kontra wielorazowe (ok ekologicznie, nie ok feministycznie) tylko powinna dotyczyć wspólnego ekofeministycznego wymuszenia na producentach, żeby produkowali ekologiczne pieluchy jednorazowe. I w tym sensie też się zgadzam z postulatami nowych ekofeministek. Wniosek: zamiast podziałów i przepychanek trzeba zjednoczyć siły i stworzyć wspólny ekofeministyczny front :-)
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar Margrett
-1
 
 
Przetłumaczą tą książkę na polski - coś wiadomo?
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar Kefir
+1
 
 
Z punktu widzenia faceta: ekologia ok ale nie za wszelką cenę. Zamiast popadać ze skrajności w skrajność, sugeruję zrównoważony rozwój: dziś mam sporo wolnego czasu i i chcę dbać o ekologię: używam wielorazowych pieluch dla malca. Jutro tego czasu nie mam albo chcę go przeznaczyć na coś innego: użyję pieluszek jednorazowych. To samo dotyczy gotowania i wielu innych sfer życia.

I jeszcze jedno: nie wydaje się Wam, że kobieta nowoczesna powinna stworzyć partnerski związek z facetem? Elastyczny podział obowiązków to chyba podstawowa sprawa. Nikt mnie nie zmusi do związania się z feministką tak samo jak nikt nie zmusi feministki do związania się z szowinistą... a jeżeli szydło wyjdzie z worka dopiero po czasie... niech żyją rozwody.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar LovaDowa
+2
 
 
Mnie to wnerwia takie podejście, że ekologia to jest strasznie kosztowna i strasznie czasochłonna. To bzdura. Chodzi o zmianę optyki, priorytetów. Przejście z egoistycznego wygodnictwa i perspektywy krótkoterminowej na rozumny altruizm i perspektywę długoterminową. Ekologia nie kłóci się z feminizmem. Powiedziałabym - to już z mojego poletka - że najwięcej ekolożek jest wśród feministek. A swoją drogą ciekawam dlaczego Kefir nigdy nie związałby się z feministką ;-)
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar Kefir
0
 
 
I tu dochodzimy do sedna sprawy: "Przejście z egoistycznego wygodnictwa i perspektywy krótkoterminowej na rozumny altruizm i perspektywę długoterminową." - dla przeciętnego Kowalskiego: zamieniamy tanie, wygodne, i kolorowe na droższe, mniej wygodne i upaćkane błotem. Nikt o zdrowych zmysłach tego nie kupi do czasu aż osobiście nie odczuje negatywnych skutków gospodarki mającej wiele brudu za uszami. Ale ameryki nie odkryłem, portal ludzi świadomych zatem kończę swoje głupio-mądre dyrdymały.
LovaDowa: nie zwiążę się z feministką bo jak patrze na kazimiere szczuke to dostaje alergii, a innych osobiście niestety nie znam. To trochę jak z chuliganami: setka zawini, telewizja namiesza a cierpi na tym wizerunek tysięcy kibiców.
Pozdrawiam.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz