Wywiad dnia: O pro-ekologicznym życiu we Francji i w Polsce rozmawiamy z Krystel Roullais, Bretonką mieszkającą w Warszawie, ekolożką „od zawsze”, mamą dwóch chłopców
Wpisany przez Ekoistka.pl - redakcja środa, 06 kwietnia 2011 16:18
Ekoistka.pl: Jesteś „chodzącym wzorem" pro-ekologicznego życia. Jak sama mówisz, żyjesz tak „od zawsze". Pochodzisz z Bretanii, przez kilka lat żyłaś w Irlandii, a od prawie dwóch mieszkasz w Warszawie. Porozmawiajmy o tym, co to znaczy dla Ciebie żyć ekologicznie. Także o tym, jak - z twojej perspektywy - wygląda pro-ekologiczność Polaków. Żyć pro-ekologicznie, na czym to polega?
Krystel Roullais: To jest to, co robisz na co dzień. Czy oszczędzasz wodę i energię, co robisz ze śmieciami, czym jeździsz po mieście. Jak jest ładna pogoda, mój mąż jeździ do pracy rowerem, jak jest brzydka - wsiada do autobusu. Nie przyszłoby mu do głowy brać samochód. We Francji praktykowaliśmy carpooling. W domu to z kolei oznacza m.in. sprzątanie z użyciem środków naturalnych i biodegradowalnych. Ja np. używam białego octu. To suszenie prania na słońcu, nie w suszarce. W Bretanii wodę po umyciu warzyw używałam w ogrodzie. Zresztą w ogóle w ogrodzie korzystaliśmy tylko z wody z odzysku - region obfituje w opady, więc tym większym marnotrawstwem byłoby używanie wody z kranu do podlewania. Resztki jedzenia szły na kompost. W Warszawie mieszkamy w apartamentowcu i ogrodu niestety nie mamy... Zakupy staram się robić tam, gdzie jest najmniej pośredników. Nie kupuję rzeczy pakowanych indywidualnie, ani tych jednorazowego użytku. Wybieram produkty z jak najskromniejszym opakowaniem, w dużych opakowaniach, a jeszcze lepiej te sprzedawane luzem, na wagę. Zjawisko rozbudowanych opakowań jest bardzo powszechne, zwłaszcza jeśli chodzi o kosmetyki. Dotyczy to również kosmetyków ekologicznych, niestety. Co jeszcze? Jeśli chodzi o jedzenie, kupuję produkty sezonowe, od małych, lokalnych producentów, najlepiej z certyfikatem ekologicznym.
Kwestia ekologicznego odżywiania jest dla Ciebie bardzo ważna.
K.R.: Nawet najważniejsza. Ograniczam maksymalnie kupowanie gotowego jedzenia i staram się jak najwięcej robić sama, wykorzystując składniki nieprzetworzone, z upraw ekologicznych. Zaopatrzyłam się dwa świetne urządzenia: witalizer (fr. vitaliseur) do szybkiego podgrzewania i gotowania na delikatnej parze bez utraty witamin ani soli mineralnych oraz termomiks (fr. thermomix), który jest robotem wielofunkcyjnym pozwalającym na przygotowanie w krótkim czasie pełnego posiłku. Zdrowe odżywianie stało się jeszcze ważniejsze, gdy pojawiły się dzieci. To nie jest żadne okrycie Ameryki jeśli powiem, że ci, którzy źle odżywiają się dziś, przygotowują grunt dla chorób, na które zachorują jutro, wliczając raka. Mnóstwo badań to potwierdza. Zdrowie moich dzieci jest dla mnie priorytetem, więc nie będę ich zatruwać chemią.
Co powiesz tym, którzy twierdzą, że życie "eko" jest zbyt trudne albo zbyt kosztowne?
K.R.: Jestem na takim etapie, że nie robię już porównań między produktem ekologicznym i konwencjonalnym, nie stawiam sobie pytań który z nich wybrać. Normą dla mnie są produkty naturalne i ekologiczne, nie kupuję innych. Nawet jeśli założymy, że np. ekologiczne produkty spożywcze są droższe, to i tak to, co z nich własnoręcznie przygotujemy będzie znacznie tańsze od gotowej żywności sprzedawanej w sklepach, a wiele osób, które mówią, że ekologiczne jedzenie jest drogie, żywi się właśnie takimi gotowymi produktami. Poza tym tak naprawdę to jest kwestia życiowych priorytetów. Nie kupuję markowych ciuchów czy dodatków, nie wydaję pieniędzy na nowe, modne gadżety dla dzieci - wolę te pieniądze przeznaczyć na to, by moja rodzina była zdrowa czyli m.in. na to, żebyśmy się zdrowo odżywiali. Natomiast tych, co twierdzą, że ekologia jest trudna zapytam: co trudnego jest w segregacji odpadów? Co takiego trudnego jest w zakręcaniu wody, gaszeniu światła wychodząc z pomieszczenia?
Wychowujesz swoich synów w duchu "eko".
K.R.: To absolutny priorytet tak samo dla mnie, jak i mojego męża. Myślę, że synowie są na takim etapie, że „pouczają" innych [śmiech]. Jak chłopcy byli mali nie mówiło się o pieluchach wielorazowych, ale gdybym dzisiaj miała trzecie dziecko, na pewno by nosiło takie właśnie pieluchy. Jak się policzy ile jedno dziecko jest w stanie „wyprodukować" brudnych pieluch jednorazowych, to wychodzi olbrzymia góra śmieci. Nie mówiąc o tym, ile te pieluchy jednorazowe kosztują. Z tych samych względów od lat nie używam jednorazowych tamponów czy podpasek, zastępując je wkładką Mooncup. A wracając do chłopców, tak jak wspomniałam, nie ubieram ich w markowe ciuchy. Nie mam też problemu z tym, by nosili używane ubrania. Zresztą do wieku 6-7 lat starszy chodził wyłącznie w ubraniach z drugiej ręki, młodszy nadal donasza ubrania po bracie. A gdy już z nich wyrośnie, przekazuję ubrania dalej. Chłopcy piszą w zeszytach z makulatury, rysują na odwrocie zadrukowanych kartek. Zachęcamy ich, by czas wolny spędzali na zajęciach ruchowych i manualnych. Wychowujemy ich w duchu współdziałania zamiast rywalizacji. Oglądanie telewizji to wyjątek, zwłaszcza, że telewizja pojawiła się w naszym domu dopiero po przyjeździe do Polski i to po to, żeby osłuchiwać się z językiem.
Jak z twojej perspektywy wygląda pro-ekologiczność Polaków?
K.R.: Nie rozumiem, jak można samochodem terenowym jeździć w pojedynkę po mieście. W Warszawie to dość powszechny widok. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie ma Francuzów, którzy tak robią, ale ogólnie Polacy wydają mi się zdecydowanie mniej świadomi ekologicznie, a samochód jest w ich życiu wszechobecny. W Warszawie komunikacja miejska jest dobrze rozwinięta i zarówno mój mąż, jak i ja jesteśmy przykładem na to, że można sprawnie się po niej poruszać nie korzystając na co dzień z samochodu jeśli się tylko chce. Druga sprawa to segregacja śmieci i zupełny brak infrastruktury w tym zakresie, co szokuje w przypadku kraju należącego do UE. Natomiast w kwestii jedzenia Polacy wydają mi się z kolei dużo bliżsi idei ekologii - wolą kupować na małych targach, bezpośrednio od drobnych producentów, sami przywożą produkty ze wsi. Francuzi to zatracili.
Jesteś zwolenniczką naturalnych metod leczniczych, w tym homeopatii.
K.R.: Zdecydowanie tak. I przeszkadza mi, że leki homeopatyczne nie są w Warszawie powszechniej dostępne. Zauważyłam też, że Polacy są olbrzymimi konsumentami leków chemicznych, w tym antybiotyków, a lekarze ich do tego zachęcają. Nie neguję medycyny konwencjonalnej, ale uważam, że w większości sytuacji zanim sięgniemy po środki chemiczne warto dać szansę organizmowi na samodzielne zwalczenie infekcji, stymulując jego odporność metodami naturalnymi.
Jak wyglądają wasze wakacje?
K.R.: W miarę możliwości staramy się wybierać miejsca, do których można dotrzeć nie tylko samolotem. Jak już dojedziemy, odstawiamy samochód i poruszamy się jak najwięcej rowerami albo chodzimy pieszo. Na noclegi wybieramy gospodarstwa agroturystyczne i pokoje wynajmowane bezpośrednio u mieszkańców. Tak zwiedzamy Polskę i tak w tym roku spędzimy wakacje w Austrii.
Masz nietypowe hobby - zajmujesz się bodypaintingiem.
K.R. Tak. Używam do tego kosmetyków hipoalergicznych i nie testowanych na zwierzętach. Nie są to jednak produkty z certyfikatem eko, bo ekologicznych środków do bodypaintingu nikt na świecie nie produkuje. Ale już na co dzień maluję się kosmetykami certyfikowanymi ekologicznie - bardzo lubię francuską markę Couleur Caramel. Muszę jednak powiedzieć, że jeśli chodzi o jakość, jest spora różnica między kosmetykami do makijażu konwencjonalnymi i ekologicznymi, na niekorzyść tych ostatnich. Gorzej się rozprowadzają i słabiej trzymają, zwłaszcza podkłady. Producenci muszą jeszcze nad tym popracować.
Jakie są Twoje eko-plany na przyszłość?
K.R.: Takim eko-planem jest budowa w Bretanii domu bioklimatycznego, ekologicznego i autonomicznego jeśli chodzi o energię. Nie jest to plan na najbliższą przyszłość, póki co mieszkamy w Polsce, ale to jest coś, na czym bardzo nam z mężem zależy.
Dziękuję za rozmowę.
-----------
Wywiad przeprowadziła Aldona Janasik.
Bodypainting - kontakt do Krystel Roullais (w j. angielskim i francuskim) + 48 505 168 558, Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. , www.makykolor.com.
Zdjęcia: ©Ekoistka.pl, ©Krystel Roullais
Więcej eko-wywiadów w dziale ekoWYWIADY.
Kategorie
- ekoBIURO
- ekoBIZNES
- ekoBUDOWNICTWO
- ekoBUJDA
- ekoBYDGOSZCZ
- ekoCYTATY
- ekoCZASOPISMA
- ekoDESIGN
- ekoDOM
- ekoDZIECKO
- ekoENCYKLOPEDIA
- ekoEUROPA
- ekoFILMY
- ekoFRANCJA
- ekoGLIWICE
- ekoGWIAZDY
- ekoHOBBY
- ekoHOLANDIA
- ekoINSPIRACJE
- ekoJESIEŃ
- ekoKARIERA
- ekoKATOWICE
- ekoKONKURSY
- ekoKONSUMPCJA
- ekoKRAKÓW
- ekoKSIĄŻKI
- ekoKUCHNIA
- ekoLATO
- ekoLUBLIN
- ekoLUDZIE
- ekoLUKSUS
- ekoMAJSTERKOWANIE
- ekoMIEJSCA
- ekoMODA
- ekoMOTORYZACJA
- ekoMUZYKA
- ekoMĘŻCZYZNA
- ekoOGRÓD
- ekoPIENIĄDZE
- ekoPLOTKI
- ekoPODRÓŻE
- ekoPOLITYKA
- ekoPOLSKA
- ekoPORADY
- ekoPOZNAŃ
- ekoPRACA
- ekoPRAWO
- ekoPRODUKTY
- ekoPRZEPISY
- ekoPSYCHOLOGIA
- ekoRELACJE
- ekoRODZINA
- ekoSONDA
- ekoSZTUKA
- ekoTECHNOLOGIE
- ekoTESTUJEMY
- ekoTORUŃ
- ekoTRÓJMIASTO
- ekoURODA
- ekoUSA
- ekoWALENTYNKI
- ekoWARSZAWA
- ekoWINO
- ekoWIOSNA
- ekoWROCŁAW
- ekoWYDARZENIA
- ekoWYWIADY
- ekoZARZĄDZANIE
- ekoZDROWIE
- ekoZIMA
- ekoZWIERZĘTA
- ekoŁÓDŹ
- ekoŚWIAT
- ekoŚWIĘTA
- ekoŻYCIE










Komentarze
Mnie akurat mnie osobiście nie interesuje czytanie o typowych Francuzkach, Polkach, Rosjankach, Brytyjkach, itp. Interesuje mnie czytanie o mądrych kobietach, które stanowią dowód na to, że się da żyć w duchu eko i że warto. Szukam inspiracji, nie średniej krajowej.