Ekoszpieg w krainie deszczowców (2) - Plastik Hero nowym holenderskim bohaterem narodowym

Plastic HeroTo, co najbardziej przyciągnęło mój wzrok, gdy wracałam dziś ze szkoły autobusem (czy wspominałam, że na "stare" lata przyszło mi jeździć 3 razy w tygodniu do Nijmegen na Uniwersytet, by zagłębiać tajniki charczącego języka deszczowców?), to nie tyle dekoracje świąteczne (skądinąd bardzo ładne, a jakże), ale... skupiska solidnie wpychanych plastikowych toreb, cierpliwie czekających na odebranie.

Plastikowe torby ze śmieciami w dzielnicach wolnostojących domków to nic dziwnego - zgoda. Z tym, że torby, o których mowa, to nie są zwykłe torby. Ale po kolei...

Pomarańczowa rewolucja w holenderskim wydaniu

Parę miesięcy temu w krainie deszczowców pojawił się On. Jak przystało na Holandię - pomarańczowy. Był właściwie wszędzie. Można Go było spotkać na przystankach i zobaczyć w telewizji. Prężył się ze zdjęć w każdej szanowanej gazecie. Wreszcie zapukał do drzwi holenderskich domów (moich też). Przyniósł prezenty i wydaje się, że został przez Holendrów zaakceptowany. Plastik Hero - bo to o nim mowa - to nowy domownik w każdej holenderskiej rodzinie.

Narodziny Plastik Hero związane są z planem, jaki sobie postawił rząd w Holandii. Z końcem 2012 roku, 42proc. wszelkich odpadów plastikowych ma być poddane recyklingowi. Ambitny plan? Owszem, ale nie niemożliwy dla Holendrów. Marks swojego czasu powiedział, że byt kształtuje świadomość. W obliczu recyklingowego wyzwania, Holendrzy stwierdzili, że świadomość może też ukształtować byt.

Plastic Hero materiały informacyjneI tak rozpoczęto szeroko zakrojoną kampanię edukacyjną. Wykreowano pomarańczowego bohatera (jest to narodowy kolor Holendrów, pochodzący od dynastii rządzącej Oranje-Nassau), który przedstawił się mówiąc enigmatycznie: „jestem w Twojej lodowce, jestem w Twoich okularach, jestem w zderzaku Twojego samochodu, jestem w Twoim parasolu..." Zagadka szybko się rozwiązała, gdy nasz Plastik Hero, w drugiej odsłonie kampanii, pouczył Holendrów, że plastik zasługuje na nowe życie, a "plastikowe śmieci można lepiej segregować" (to oficjalne hasło kampanii).

Po ogólnonarodowej kampanii w mediach (telewizja, prasa, reklama na przystankach autobusowych i ciężarówkach), do akcji wkroczyły poszczególne gminy. Moja gmina przesłała mi 12 torebek na plastikowe odpady, plan ich zbierania (na mojej ulicy jest to każdy pierwszy piątek miesiąca) oraz szczegółowe informacje odpowiadające na pytanie co i jak segregować, gdzie dostać dodatkowe torby, gdy ich zapas się wyczerpie, wreszcie - a może przede wszystkim - dlaczego to robimy i że ta akcja nie kosztuje nas, deszczowców, żadnych dodatkowych pieniędzy (dla ścisłości: deszczowcy płacą za każde dodatkowo wyprodukowane śmieci, ale o tym przy innej okazji) .

W swoim zawodowym życiu widziałam wiele kampanii reklamowych o charakterze edukacyjnym (czy wspomniałam, że 99proc. mojego dotychczasowego zawodowego życia było związane z marketingiem i reklamą właśnie?). Ta zasługuje na wyróżnienie. Jest świetnie przygotowana, jasna, komunikatywna i spójna. Co ważne, wygląda na to, ze jest również bardzo skuteczna. Do dzisiejszego dnia 364 z 441 gmin włączyło się do akcji. Pod koniec bieżącego roku planowane jest osiągnięcie poziomu 84proc. zaangażowania. Na początku 2010r. będzie to 100proc. Imponujące, prawda? Angażując w nową akcję całe społeczeństwo osiąga się świetne rezultaty: redukuje koszty, ogranicza wzrost produkcji plastiku, obniża emisje dwutlenku węgla. Korzyści są oczywiste.

Plastic Hero strona wwwOdwiedziłam plasticheroes.nl - stronę internetową stworzoną na potrzeby akcji. To kolejne pozytywne zaskoczenie. Przejrzysta budowa, prosta nawigacja, przyjazna dla użytkownika oraz komunikatywność. Kompleksowość całej promocji nie powoduje uczucia skomplikowania. Przyznam, że i dla mnie stało się oczywiste, że od momentu otrzymania toreb na plastik, moje plastikowe śmieci lądują właśnie w tych torbach, które - w każdy pierwszy piątek miesiąca - zanoszę na jedną z ulic, z których odbierają je służby miejskie. Akcje PR-owe, które towarzyszą kampanii, świetnie wpisują się w specyfikę małych holenderskich miasteczek, gdzie ludność lubuje się w festynach, jarmarkach i tym podobnych wydarzeniach. Pomyślano o edukacji najmniejszych poprzez zabawę. Wraz z stacją telewizyjną Nickelodeon stworzono internetową grę uczącą segregowania plastiku. W Internecie i w telewizji dzieci się doskonale segregowaniem bawią, a w „realu" - strofują dorosłych, gdy ci próbują wyrzucić opakowanie po zmiękczaczu do tkanin czy plastikowa tace po wędlinach do zwykłego kosza (byłam świadkiem!).

Plastik w Holandii sprzed Plastic Hero

Zastanawiała mnie w tym wszystkim jedna sprawa. Czy wytoczenie wielkiej edukacyjnej machiny oznacza, że do tej pory Holendrzy nie segregowali plastiku? Sytuacja nie jest tak jasna. To, co udało mi się ustalić zebrałam w kilku faktach.

Większość butelek plastikowych jest w Holandii zwrotna. W każdym z supermarketów są specjalne maszyny, które przyjmują butelki zwrotne (plastikowe i szklane), w zamian za które wydają specjalny bon na odbiór kwoty odpowiadającej zwrotowi. Niezwrotne butelki szklane znajdowały (i nadal znajdują) swoje miejsce w specjalnych kontenerach, ulegając przedtem segregacji na białe, zielone i brązowe szkło. Niezwrotny plastik lądował dotychczas w zwykłych kontenerach przydomowych, wraz z innymi odpadami. Gnieździły się więc plastikowe opakowania wraz ze starymi, zepsutymi rzeczami. Czy później ktoś je wyłuszczał, tego nikt nie jest pewien, ale jeśli nawet, zapewne było to niezwykle kosztowne.

Polacy nie gęsi i swoje recyklingowe nawyki mają

No dobrze, powiecie, ale u nas w Polsce od dawna już stoją pojemniki na plastik, więc po co się ekscytować jakimś holenderskim Plastik Hero? Niby tak, ale... jak siedem lat temu zamieszkałam w Warszawie na Solcu, z entuzjazmem przyjęłam pojawienie się trzech pojemników na surowce wtórne (plastik, szkło i papier), blisko mojego domu. Pojemniki przetrwały jakieś 4 miesiące. Któregoś dnia, w nieznanych mi okolicznościach przyrody, po prostu znikły. I nie wróciły.

Wśród moich polskich znajomych - ludzi wykształconych, obytych i dobrze sytuowanych - na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy zwracają uwagę na to, by plastikowa butelka po wodzie nie trafiała do normalnego kosza.

Cieszę się, że moja siostra wpoiła swoim dzieciom recyklingowe nawyki. Był czas, że nie miała pojemników na surowce wtórne na swoim osiedlu. Nie było to dla niej przeszkodą - jeździła na inne osiedle, byle plastik trafił do odpowiedniego kontenera. Jej dzieci uczyły się poprzez tzw. obserwację uczestniczącą - szły z mamą wyrzucać plastik i papier. Te „wyprawy" były dla nich zupełnie naturalne. A gdy siostra wynalazła tzw. "domek drewniany", w którym za makulaturę można było otrzymać...nie, nie papier toaletowy jak za czasów komunistycznych, ale drzewko do posadzenia w ogródku, lesie czy nawet na większym balkonie, to wycieczki recyklingowe stały się dla dzieciaków jeszcze bardziej atrakcyjne. Moja siostra nie potrzebowała żadnych akcji uświadamiających, ale w Polsce jej postawa to wyjątek, niestety, nie reguła.

Kompleksowe akcje kontra półśrodki

Jestem zdecydowanie zwolenniczką kompleksowych akcji, jak ta, która odbyła się w Holandii, od półśrodków stosowanych w Polsce. Że nie ma pieniędzy? To kwestia policzenia co się bardziej opłaca. Recycling plastiku czy nowa produkcja? Reanimacja środowiska czy prewencja?

Późno, bo późno, ale za to skutecznie i na skalę całego kraju, Holendrzy uczą się dobrych nawyków. Podoba się mi się sposób i bardzo trzymam za nich kciuki. Jako „rasowy marketingowiec" zastanawiam się przy okazji, co w holenderskiej kampanii można było poprawić. Jedyna rzecz, którą bym dodała to komunikacja w innych językach, przynajmniej na stronie internetowej. W Holandii mieszka bardzo dużo obcokrajowców na stałe. Większość mówi po niderlandzku, ale chcąc ich przekonać do akcji, miło byłoby namówić ich w języku ojczystym (nie mówię tu o języku polskim, bo nie jesteśmy największą grupą przyjezdnych). Ale może się czepiam? Tot ziens!

P.S. Przyszło mi też do głowy, że nie rozumiem, dlaczego znikły w Polsce skupy butelek. Bo skoro tutaj, w Holandii, można skupować butelki po bardzo popularnym amerykańskim napoju, to dlaczego w Polsce nie? A jaki urok miały takie miejsca, wspominam oglądając czeski film „Butelki zwrotne" z 2007r.!

holenderski rower w herbaciane różeP.P.S. No i załączam zdjęcie mojego holenderskiego roweru, które - jak słusznie mi "wypomniano" w komentarzu umieszczonym pod moim artykułem pt. Ekoszpieg w krainie deszczowców (1) - Powiedz mi czy rowerem jeździsz, a powiem ci czy Holendrem jesteś - powinno było się przy w/w artykule pojawić.

----------

Zdjęcia: materiały prasowe (oprócz roweru, oczywiście:)


Komentarze

Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz