Ekoszpieg w krainie deszczowców (4) - Zielony biznes jak zwykle
Wpisany przez Izabela Procakiewicz poniedziałek, 25 stycznia 2010 11:18
Zdałam! Mam nawet certyfikat z magicznym słowem „geslaagd" (=zdane) przy wszystkich czterech częściach testu językowego na poziomie B1 ( pierwszy, niższy, stopień holenderskiego egzaminu państwowego, taki odpowiednik angielskiego poziomu advanced). Swoją drogą to „geslaagd" (czyt. heslacht) brzmiało dla mnie na początku jak „zaszlachtować" i miało to uzasadnienie w tym, jak wiele krwi i potu trzeba wylać, żeby wypowiedzieć się w tymże języku nie mając wcześniej do czynienia z żadną germańską odmianą językową.
Tak więc osiągnęłam następny poziom wtajemniczenia i coraz bardziej wtapiam się w tłum deszczowców. Czasami czuję się jak kobieca wersja J23, chociaż to szpiegowanie dla Was jest zdecydowanie mniej niebezpieczne i bardzo przyjemne.
Chcąc uczcić moje małe zwycięstwo, pobiegłam do pobliskiego ekosklepiku sieci Natuur Winkel. Nie ma tam bardzo bogatego asortymentu, brakuje większej różnorodności produktów dla mięsożerców, rybojadów czy produktów słodkich (acz bez cukru), ale da się coś wybrać do upieczenia fajnego okolicznościowego ciasta i zakupić pyszne ekowino. Swoją drogą problem z asortymentem w „moim" Natuur Winkel'u może się wiązać z małą ilością mieszkańców miasteczka, w którym żyję (zaledwie 40 tys.) oraz z bogatą ofertą bioproduktów w każdym supermarkecie.
Wracając jednak do zakupów, zauważyłam wiele zmian w "moim" sklepiku. Widać wyraźnie, że się rozwija. Obok sekcji biokosmetyków, w której dominują egzotyczne preparaty na bazie kokosa, papai itp., pojawił się punkt z różnorodnymi ulotkami, folderami oraz z bezpłatną gazetą „De Beterewereld". Niestety nie wszystkie ulotki są na papierze z recyclingu, ale gazeta tak.
„De Beterewereld" to dwumiesięcznik zaangażowany w sprawy ekologiczne. O tym dlaczego powstał, skąd się wziął i kim są pasjonaci, którzy go założyli opowiem innym razem. Dziś skupię się na wyglądzie samej gazety, która dostarczyła mi nowe tropy do zgłębiania upodobań ekologicznych deszczowców. To, co odkryłam i co chcę Wam dzisiaj „donieść", jest pośrednio kontynuacją moich ostatnich rozważań nt. ekologicznego uświadamiania ludzi i firm.
Moje zaskoczenie było ogromne, gdy - przeglądając „De Beterewereld" dotarłam do małego artykułu pod znamiennym tytułem „Green Business As Usual" (czyli "zielony biznes jak zwykle" - zapomniałam Wam powiedzieć, że powszechne w Holandii jest stosowanie tytułów i wstawek anglojęzycznych, w artykułach czy wywiadach telewizyjnych i radiowych). Artykuł, lakoniczny w formie, podawał kilka ciekawych rad dot. tego, co można zrobić dla dobra środowiska w firmie. Odsyłał też do strony internetowej klimaatneutraal.nl.
Strona okazała się dla mnie odkryciem na miarę wynalezienia żarówki (energooszczędnej oczywiście! ;-)). Należy ona do firmy (czy też organizacji) Climate Neutral Group (w skrócie: CNG). Jak można się domyśleć, misją tej organizacji jest utrzymanie naturalnego klimatu świata. Celem jaki sobie postawili, to dotarcie zarówno do indywidualnych osób, jak i (lub przede wszystkim) do firm, aby wspólnie stawiły czoła zagrożeniu, jakie stwarza nadmierna emisja dwutlenku węgla.
Działalność CNG jest bardzo ciekawa. Polega na pomocy firmom w ograniczaniu emisji dwutlenku węgla na ich podwórku. To nie organizacja, która jedynie teoretycznie uświadamia poprzez wykłady, publikuje czy nawołuje do zmiany. Ona wprowadza w życie swoją wizję.
CNG działa od 2001 roku i współpracuje z ponad 500 firmami na terenie tzw. Beneluxu (Holandia, Belgia i Luxemburg). Postrzegam ich działalność jako swoistą formę eco-consultingu. Jest to kompleksowe i indywidualne podejście do każdego przedsiębiorstwa. Na samym początku dokonują audytu w celu ustalenia wysokości emisji CO2 przez daną firmę. Następnie przygotowują odpowiednią rekomendację dot. tego, w jaki sposób można zredukować nieprzyjazne dla środowiska praktyki. To, co proponują ma dodatkowy walor: przedstawione danemu klientowi rozwiązania są dla niego opłacalne. Chodzi o to, żeby „eco" było i w kontekście ekologii, i ekonomii.
Działalność grupy jest niezwykle szeroka - opracowują i wspierają, również finansowo, projekty w zakresie energii odnawialnej (z wykorzystaniem wiatru, słońca, wody czy biomasy), projekty w zakresie efektywności energetycznej czy przekształceń odpadów na energię. Nie tylko dzielą się swoim know-how, ale też zajmują się pozyskiwaniem funduszy dla krajów rozwijających się z Afryki, Ameryki Środkowej czy Ameryki Południowej.
CNG pomaga w opracowywaniu konferencji, festiwali i innych wielki imprez pod kątem ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Firma, która decyduje się na współpracę z CNG może pochwalić się tym faktem w mediach. Nic dziwnego, ze wiele firm za punkt honoru stawia sobie, by ich nazwa znalazła się na stronie CNG, na jednej z branżowych list firm troszczących się o środowisko.
Przeglądając ogromną listę klientów CNG zaczął dochodzić do głosu mój polski sceptycyzm. Jak oni właściwie redukują emisję dwutlenku węgla w takich firmach usługowych, jak np. banki czy firmy konsultingowe? Czy tam można w ogóle coś zadziałać? Otóż można - za (mały) przykład niech posłuży firma PriceWaterhouseCoopers (PWC). Głównym zadaniem w tym przypadku było zrównoważenie emisji CO2 floty samochodowej PWC. Rozwiązanie było niezwykle proste i polegało na odpowiednim zaktywizowaniu samych pracowników, którzy - za dużo efektywniejsze wykorzystanie samochodów służbowych i mniejsze zużycie paliwa - otrzymywali bonusy finansowe. W ten sposób uświadomiono jednostki, co miało wpływ na całą firmę. PWC osiągnął redukcję kosztów i mógł się tym pochwalić się w raporcie rocznym .
CNG daje też możliwość obliczenia, jak bardzo my - nie tylko firmowo, ale też indywidualnie czy rodzinnie - szkodzimy klimatowi, na dodatek często nieświadomie. Daje też wskazówki co zrobić, by w łatwy sposób przyczynić się do poprawy sytuacji. Uwierzcie, to żadne rewelacje, tylko powszechnie znane sposoby (m.in. używanie sprzętu energooszczędnego, skręcanie grzejników, gdy wychodzimy z domu czy zamontowanie energooszczędnych żarówek). Interesująca była rada umieszczania kaloryferów na min. 10 cm od ściany (ale na to nie zawsze mamy wpływ). Najbardziej przemawiają jednak do wyobraźni kalkulacje ile możemy oszczędzić, jeśli zaczniemy się stosować do znanych, chociaż ignorowanych wskazówek.
Skorzystałam z kalkulatora, by obliczyć jak rozrabiam i troszkę się przeraziłam. Moją emisję można było przyrównać do emisji, jaka przypada na pasażera w samolocie odrzutowym na trasie Amsterdam-Londyn-Amsterdam. Zaznaczam, ze moje gospodarstwo domowe to dwie osoby. Mówiąc bardziej obrazowo i przenosząc to na polskie realia, możemy powiedzieć, że 4-pietrowy blok z ośmioma klatkami i średnio trzema osobami w mieszkaniu odpowiedzialny jest za emisję na równi z całym samolotem na tej trasie. Biorąc poprawkę na szczelność naszego budownictwa z wielkiej płyty, to zapewne i 1,5 odrzutowca. Przerażające, prawda?
Serdecznie Wam polecam stronę CNG, która pokazuje, że bogatym i rozwiniętym gospodarczo krajom zwyczajnie się nie opłaca nie brać pod uwagę, jak szkodzą klimatowi i że mogą temu w prosty sposób zaradzić. I tu powraca pytanie, które nurtuje mnie od poprzedniego odcinka mojego eko-szpiegowania: czy firmy, które są klientami CNG, a występują też w innych krajach, w tym i w Polsce, stosują takie praktyki na wszystkich rynkach, czy zostaje to tylko specyfiką działalności w krajach Benelux'u?
A teraz puśćmy wodze fantazji. Pomyślmy tylko jak łatwo można byłoby zaadaptować część tych pomysłów w małych firmach, których coraz więcej jest w Polsce. Powiedzmy np. że w firmie, takiej 10-15 osobowej, zastosowalibyśmy wszędzie energooszczędne żarówki, że wszelkie materiały biurowe byłyby z recyclingu, że w kuchni pojawiłyby się pojemniki na segregowanie śmieci...
Ucieszył mnie fakt, że udało mi się wyszukać takie wskazówki - dla gospodarstw domowych i dla firm, dla podróżujących i dla wybierających się po zakupy - także w języku polskim. Znalazłam je na stronie internetowej Fundacji Nasza Ziemia. Ciekawa inicjatywa, ale jest jedna, kluczowa różnica między tym, co się dzieje na polu ekologii w Polsce i w Holandii. Doświadczenie holenderskie pokazuje, że same słowa, sama edukacja nie wystarczają. Trzeba mieć opracowany mechanizm, który wprowadza ideę w życie, niejako „zmusza" firmy do proekologicznego działania i robi to z zastosowaniem argumentu najbardziej przemawiającego do przedsiębiorców, a mianowicie - redukcja kosztów działalności firmy. I musi to się stać na skalę kraju, a nie miasta czy województwa. Tylko kto się tym w Polsce zajmie? Tot ziens!
----------
Zdjęcia i ilutracje: Climate Neutral Group, Natuur Winkel, De Beterewereld, Fundacja Nasza Ziemia.
Przeczytaj poprzednie wpisy z cyklu "Ekoszpieg w krainie deszczowców":
Odcinek 3 - Zimowo mi i reklamowo,
Odcinek 2 - Plastik Hero nowym holenderskim bohaterem narodowym,
Odcinek 1 - Powiedz mi czy rowerem jeździsz, a powiem ci czy Holendrem jesteś.
Kategorie
- ekoBIURO
- ekoBIZNES
- ekoBUDOWNICTWO
- ekoBUJDA
- ekoBYDGOSZCZ
- ekoCYTATY
- ekoCZASOPISMA
- ekoDESIGN
- ekoDOM
- ekoDZIECKO
- ekoENCYKLOPEDIA
- ekoEUROPA
- ekoFILMY
- ekoFRANCJA
- ekoGLIWICE
- ekoGWIAZDY
- ekoHOBBY
- ekoHOLANDIA
- ekoINSPIRACJE
- ekoJESIEŃ
- ekoKARIERA
- ekoKATOWICE
- ekoKONKURSY
- ekoKONSUMPCJA
- ekoKRAKÓW
- ekoKSIĄŻKI
- ekoKUCHNIA
- ekoLATO
- ekoLUBLIN
- ekoLUDZIE
- ekoLUKSUS
- ekoMAJSTERKOWANIE
- ekoMIEJSCA
- ekoMODA
- ekoMOTORYZACJA
- ekoMUZYKA
- ekoMĘŻCZYZNA
- ekoOGRÓD
- ekoPIENIĄDZE
- ekoPLOTKI
- ekoPODRÓŻE
- ekoPOLITYKA
- ekoPOLSKA
- ekoPORADY
- ekoPOZNAŃ
- ekoPRACA
- ekoPRAWO
- ekoPRODUKTY
- ekoPRZEPISY
- ekoPSYCHOLOGIA
- ekoRELACJE
- ekoRODZINA
- ekoSONDA
- ekoSZTUKA
- ekoTECHNOLOGIE
- ekoTESTUJEMY
- ekoTORUŃ
- ekoTRÓJMIASTO
- ekoURODA
- ekoUSA
- ekoWALENTYNKI
- ekoWARSZAWA
- ekoWINO
- ekoWIOSNA
- ekoWROCŁAW
- ekoWYDARZENIA
- ekoWYWIADY
- ekoZARZĄDZANIE
- ekoZDROWIE
- ekoZIMA
- ekoZWIERZĘTA
- ekoŁÓDŹ
- ekoŚWIAT
- ekoŚWIĘTA
- ekoŻYCIE











Komentarze