Ekoszpieg w krainie deszczowców (7): ekologia a jesienny, holenderski baby boom

Holandia: beschuit met muisjesMam nieodparte wrażenie, że bociany, które wylatują jesienią z Polski, kierując się w stronę ciepłych krajów zahaczają o Holandię. Skąd te wnioski? Jesienią, dużo moich kobiecych znajomych deszczowców, a także najeźdźców (te, które przybyły do Holandii by się osiedlić, wyjść za mąż etc.), bądź dumnie obnosi swój zaawansowany i bliski rozwiązaniu stan błogosławiony, bądź straciły miano „ciężarówek" wydając na świat wrzeszczący tobołek o trudnej do zidentyfikowania na pierwszy rzut oka płci. Gdzie nie spojrzeć, tam przed frontowymi drzwiami dumni rodzice oraz ciocie, wujkowie dziadkowie czy po prostu przyjaciele rodziny oznajmiają wszem i wobec, że właśnie tutaj zamieszkał nowy człowieczek. Jak? Stawiając niezwykłe dekoracje (co nie jest jednoznaczne z niezwykła urodą tychże), podające informacje o płci, a także wybranym imieniu dla dziecka.

Holandia: w tym domu urodziła się dziewczynkaKolejnym tradycyjnym krokiem jest rozesłanie informacji dot. tego znamiennego wydarzenia i zaproszenia na ciastko zwane "beschuit met muisjes". To nic innego jak okrągły sucharek posypany słodkimi kuleczkami, biało-różowymi jeśli urodziła się dziewczynka lub biało-niebieskimi jeśli na świat zawitał chłopczyk. Będąc ostatnio kilkukrotnie częstowana tymi specjałami, zaczęłam zastanawiać się nad ekologiczną stroną świata dzieci i obudził się we mnie prawdziwy instynkt detektywistyczny.

Tym sposobem wpadłam na trop interesującej organizacji o nazwie Women in Europe for Common Future (WECF), zarejestrowanej w 1994 r. w Holandii w wyniku inicjatywy europejskich kobiet. Jest to międzynarodowa sieć ponad 100 organizacji kobiecych w 40 krajach, której misją jest praca na rzecz środowiska dla przyszłych pokoleń. Ich wspólnym celem jest dążenie do utrzymywania równowagi środowiska, odpowiedzialnego rozwoju gospodarczego i zdrowia - biorąc pod uwagę różne potrzeby kobiet, mężczyzn oraz dzieci i ich przyszłości. Dzięki działanom zarówno na poziomie lokalnym, jak i globalnym, WECF jest organizacją, która ma duży wpływ na politykę na poziomie zarówno poszczególnych państw, jak i na szczeblu europejskim.

Holandia: WECF - projekt Bezpieczne GniazdoCiekawą inicjatywą WECF'u, patrząc przez pryzmat narodzin dzieci, jest projekt prowadzony w Holandii znany pod nazwą „Een Veilig Nest" („Bezpieczne gniazdo"). Projekt ma na celu uzmysłowienie tego, w jak wielu produktach z bliskiego otoczenia dziecka producenci stosują niebezpieczne chemikalia. Informuje też o zagrożeniach wynikających z tego faktu. WECF uważa, że zbyt wiele produktów zawiera zbyt wiele chemikaliów, co stwarza realne zagrożenie dla dzieci. Oczywiście istnieją specjalne regulacje prawne określające tzw. dopuszczalne normy (np. Europejska dyrektywa REACH). Problem tkwi w tym, że normy są określone dla "typowych" osób dorosłych - nie są dostosowane do takich odbiorców, jak dzieci czy kobiety w ciąży. WECF hołduje zasadzie, że jeśli coś wzbudza nawet niewielkie wątpliwości, lepiej z góry zrezygnować z danej rzeczy czy żywności.

Świadomość na temat poszczególnych składników chemicznych w produktach codziennego użytku jest tym ważniejsza, że żadne obowiązujące obecnie przepisy nie uwzględniają jednej podstawowej i oczywistej rzeczy, a mianowicie łącznego wpływu wszystkich składników z różnych produktów. Prawo określa maksymalne standardy zawartości chemicznej w konkretnym produkcie, ale każdy z nas ma przecież codziennie styczność z dziesiątkami, jeśli nie setkami takich produktów. Wszystkie razem wzięte mogą naprawdę stanowić swoistego rodzaju "bombę chemiczną" i zagrażać naszemu zdrowiu mimo, że każdy z osobna posiada odpowiednie atesty i jest produkowany zgodnie z wytycznymi. WECF podkreśla ponadto, że uznanie jakiejś substancji za „bezpieczną" nie oznacza, że można ją automatycznie nazwać "ekologiczną". Więcej o projekcie „Bezpiecznie gniazdo" na stronie internetowej projectnesting.org, a o samej organizacji WECF na stronie wecf.eu.

Holandia: wielorazowe pieluszki z bambusaJeśli mowa o ekologii w kontekście małych dzieci, jest jeszcze jeden prozaiczny, a jednocześnie poważny temat, a mianowicie czystość czyli pieluszki. Na początek kilka faktów. Czy wiecie, że niemowlak w ciągu roku potrafi „wyprodukować" 600 kg brudnych pieluszek jednorazowych (tyle samo kg śmieci "produkuje" w tym samym czasie 4-osobowa rodzina bez dzieci w wieku niemowlęcym)? A co powiecie na to, że trzeba ściąć 4,5 drzewa by wyprodukować jednorazowe pieluszki dla dziecka na około 2,5 lat ich użytkowania? I jeszcze: żeby rozłożyć jedną pieluszkę jednorazową potrzeba od 200 do 500 lat, a do produkcji jednej pieluszki jednorazowej zużywa się jeden kubeł ropy naftowej?

Powyższe dane przemawiają do wielu pro-ekologicznie nastawionych rodziców, nie tylko w Holandii. Zieloną alternatywą w temacie dziecięcych potrzeb fizjologicznych są pieluszki jednorazowe. Nie mówimy jednak o powrocie do tetrowych pieluszek - zmory naszych mam i babć. Na rynku są już wielorazowe pieluchy, które wyglądem przypominają te jednorazowe, czy po prostu majtki ze sprytnymi zapięciami. Są śliczne, wygodne, zrobione z nowoczesnych materiałów przyjaznych środowisku (np. z bambusa) i nie trzeba ich prasować. Projektanci starannie przestudiowali potrzeby małych pup i dopasowali wielorazowe pieluszki - wzorem tych jednorazowych - do różnych etapów życia, ruchliwości maluchów i łatwości ich zakładania.

Pewnie nie jest łatwo namówić rodziców do stosowania pieluszek wielokrotnego użycia podając tylko ekologiczne powody. Warto więc w tym kontekście podkreślić drugi ważny aspekt ich użytkowania, a mianowicie ekonomiczny. Zróbmy proste porównanie: na jeden okres rozwojowy (jeden rozmiar) niemowlak potrzebuje ok. 5000 pieluszek jednorazowych. Można je zastąpić ok. 20-ma pieluszkami wielorazowymi. Porównując koszty zakupu i tzw. koszty eksploatacyjne, gdzie do kosztu pieluszek wielorazowych doliczymy też koszty detergentów, prądu, zużycia wody do prania (pranie co 2-3 dni w pralce o temp. 40-60st.), w przeliczeniu na jedno dziecko, różnica tak szczegółowych obliczeń wynosi nawet 1000 euro (dane holenderskie) na korzyść pieluszek wielorazowego użytku. Warto o tym pomyśleć będąc (czy planując bycie) mamą czy tatą. I warto zaglądnąć na stronę z pieluszkami kaatjekaten.nl.Tot ziens!

-----------
Warto przeczytać: Ekopieluchy dla ekomaluchów.

Felietony Izabeli Procakiewicz poświęcone podpatrywaniu ekologicznego życia Holendrów można śledzić w autorskim cyklu pt. „Ekoszpieg w krainie deszczowców" w dziale ekoHOLANDIA.

Poprzedni felieton z cyklu: „Ekoszpieg w krainie deszczowców (6) - wiosna w przyrodzie i w eko-modzie".

Zdjęcia: Izabela Procakiewicz, projectnesting.org, kaatjekatoen.nl


Komentarze

Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz