Londyn: People’s Supermarket i Acorn House – czyli sklep z eko-żywnością, który nie jest sklepem i eko-restauracja, która jest czymś więcej niż restauracją

Acorn HouseJeśli chcesz zmienić świat, zmień jedzenie na swoim talerzu - taka idea przyświecała Arthur'owi Potts'owi Dawson'owi, brytyjskiemu szefowi kuchni, gdy współtworzył eko-restauracje Acorn House i Water House, w przypadku których określenie „ekologiczny" wykracza daleko poza lokalne i certyfikowane pochodzenie produktów używanych w kuchni. Obydwie restauracje są zarządzane w sposób społecznie odpowiedzialny, mają własne systemy grzewcze, oświetleniowe i zarządzania odpadami (100proc. odpadów trafia bądź na kompost, bądź podlega recyklingowi). Są wyposażone w energooszczędne lodówki. Mają własny system filtrowania wody pitnej na miejscu, tak, by nie musieć jej dowozić w butelkach.

To tylko przykłady konkretnych i szeroko zakrojonych działań pro-środowiskowych, które powinny wprawić w zakłopotanie te restauracje, które po wprowadzeniu kilku eko-produktów do swojej karty trąbią wszem i wobec jakie to one są „eko". Nic dziwnego, że krytyk kulinarny czasopisma Times uznał Acorn House za najważniejszą londyńską restaurację, która otworzyła się w Londynie w przeciągu ostatnich 200 lat - właśnie za niespotykaną dotychczas w londyńskim biznesie restauracyjnym implementację idei odpowiedzialności społecznej, oraz równoczesnej troski o zdrowie klientów i stan środowiska naturalnego.

Acorn House i Water House to dziś restauracje-instytucje, a Arthur Potts Dawson uruchomił kolejny projekt, który tym razem ma pokazać, że można w Londynie kupować produkty zdrowe - ekologiczne i nieprzetworzone, nie płacić za nie więcej niż za hipermarketową żywność pochodzącą od anonimowych dostawców z drugiego końca świata, a przy okazji wspierać małych, lokalnych wytwórców. Projekt nosi nazwę People's Supermarket i również mieści się w Londynie.

People's SupermarketPeople's Supermarket to tak naprawdę anty-supermarket czy też sklep, który nie jest sklepem. Aby móc robić w nim zakupy, trzeba zostać członkiem, uiścić roczną opłatę w wysokości 25 funtów, wreszcie zobowiązać się, że będziemy co miesiąc przez kilka godzin nieodpłatnie pracować na rzecz supermarketu. A co otrzymujemy w zamian? Świeże, nieprzetworzone produkty od lokalnych rolników ekologicznych. Ceny, które nie są wyższe od hipermarketowych. Wreszcie poczucie „czynienia dobra" - czyli wspieranie małych producentów, którzy nie mogli i/lub nie chcieli sprostać wymaganiom stawianym dostawcom brytyjskich hipermarketów, a także świadomość, że kupujemy w sklepie, który kupuje odpowiedzialnie i odpowiedzialnie zarządza opadami. Jak mówi sam Arthur Pott's Dawson, warzywo nie sprzedane w danym dniu jest następnego dnia przerabiane na pożywną zupę, która - jeśli się nie sprzeda - trafia na kompost. W People's Supermarket nie ma czegoś takiego, jak wyrzucanie żywności na śmietnik.

Jeśli model biznesowy People's Supermarket jest możliwy na niezwykle agresywnym hipermarketowym rynku, na którym zasadą nr 1 jest maksymalizacja zysku (kosztem producenta i - wbrew temu, co hipermarkety mówią - nie po to, by konsument miał „dobrze", ale po to, by udziałowiec miał zapewniony odpowiedni dochód), to dlatego, że działa wg zupełnie innych zasad gry. Po pierwsze: nie ma właściciela i udziałowców, którzy co roku domagają się większych zysków - People's Supermarket działa na zasadzie wspólnotowej, udziałowcami są wszyscy członkowie, a celem nie jest maksymalizacja zysku, tylko zapewnienie sprawiedliwego i dobrego dla wszystkich - zarówno dostawców, jak i kupujących - funkcjonowania firmy. Po drugie: nie ma pośredników - People's Supermarket kupuje bezpośrednio u producentów, ma też własne ziemie, na których uprawia warzywa i owoce, które są potem sprzedawane w sklepie. Po trzecie: dzięki zaangażowaniu członków, liczba pracowników etatowych jest zredukowana do minimum.

„People's Supermarket to zupełnie nowy sposób robienia zakupów. To dobre produkty spożywcze w dobrej cenie. Ale żeby mieć do nich dostęp, musisz zostać członkiem i zobowiązać się np. do przepracowania kilku godzin miesięcznie na rzecz sklepu. Ponieważ większość pracowników sklepu to członkowie-wolontariusze, oszczędzamy na kosztach związanych z zatrudnianiem personelu, więc możemy taniej sprzedawać. Poza tym to, co supermarket zarobi jest przeznaczane na to, by móc wypracować jeszcze lepsze ceny. Nie ma czegoś takiego jak wielkie bonusy dla szefostwa. O asortymencie sklepu i o tym jak on działa decydują członkowie - to ich sklep. Ludzie są gotowi na zmianę. Wszyscy wokół narzekają na to, że supermarkety zarabiają na nas olbrzymie pieniądze, ale nie widać alternatyw. Taką alternatywą ma być People's Supermarket czyli dobra żywność w dobrych cenach, robiona przez ludzi dla ludzi." - tak o funkcjonowaniu sklepu mówi sam Dawson na stronie peoplessupermarket.org.

Unicorn GroceryDodajmy tylko, że idea People's Supermarket jest rewolucyjna, ale nie nowa. Inspirację stanowił Park Slope Food Coop - sklep działający od 1973 r w nowojorskim Brooklyn'ie, który ma dziś 14 tys. członków. Warto też wspomnieć o Unicorn Grocery w Manchesterze - sklepie spożywczym założonym w 1996r., którego właścicielami są pracownicy (60 osób) i który proponuje swoim klientom pierwszorzędne produkty pochodzenia ekologicznego w cenie niższej niż tradycyjna hipermarketowa żywność.

People's Supermarket i Unicorn Grocery wpisują się w oddolny, prężny ruch brytyjskich aktywistów, którzy zdają sobie sprawę z tego, że jedzenie i życie w rytmie fast nie oznacza dobrego życia, a uprzemysłowienie żywności pociąga za sobą niezwykle poważne konsekwencje - złe odżywianie i związane z nimi choroby cywilizacyjne, brak szacunku do jedzenia, zanikanie tzw. stałych posiłków i budującego więzi międzyludzkie wspólnego zasiadania do stołu. Aktywiści głoszą powrót do korzeni żywności. Walczą z anonimowością producentów i z pośrednikami nadmuchującymi marże. Pokazują, że żywność jest częścią kultury. Że kupując lokalnie, bezpośrednio od producenta ludzie odzyskują żywnościową niezależność, którą zabrały im hipermarkety.

----------
Warto przeczytać:
Ekologia głęboka - a co to takiego?

Warto odwiedzić działy: ekoKONSUMPCJA, ekoŻYCIE.


Komentarze

avatar Wkurzona
0
 
 
Mnie to cieszy i smuci. Cieszy, że "się da" - sprzedawać produkty eko w normalnych cenach, ku zadowoleniu producentów i konsumentów. Smuci, że w Polsce jesteśmy lata świetlne od takiej dojrzałości biznesowej, konsumenckiej i czysto ludzkiej. U nas to ważne się nachapać - mówię o właścicielach hipermarketów ale też, nie oszukujmy się, sklepów eko większych i mniejszych - stąd takie horrendalne ceny na ekoproduktach i z tego właśnie, że jest importer, a potem hurtownik, a potem jeszcze ktoś, a poza tym importer też pewnie nie kupuje u źródła tylko u jakiegoś hurtownika i wszyscy muszą swoje zarobić.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar Lukrecja
0
 
 
Nic dziwnego, że w sklepach z żywnością eko tak drogo - mój znajomy tam dostarcza swoje produkty, a sklepy jego cenę mnożą przez 2 a nawet 2,5. I jak ma być niedrogo?
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
avatar Nogmo
0
 
 
Żywność eko jest w Polsce luksusem.
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
Imię/nick *
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz