Pojęcie „zdrowa żywność” wprowadza w błąd, a żywienie się wyłącznie produktami rolnictwa ekologicznego nie gwarantuje zdrowego odżywiania!
Wpisany przez Nina Nanni poniedziałek, 07 grudnia 2009 18:44
Od razu zaznaczę: nie jestem polonistką. Nie studiowałam semiotyki logicznej. Ale swój rozum mam. A mój rozum mówi mi, że powszechnie używane pojęcie „zdrowa żywność", nie tylko wprowadza konsumentów w błąd, ale również - niestety - "kopie dołki" pod certyfikowaną żywnością ekologiczną. Jest to tym bardziej przykre, że większość sklepów z żywnością ekologiczną, tudzież sporo producentów żywności tego typu, promuje to określenie na swoich stronach internetowych i w swoich reklamach.
Na stronie Eko-u-Nas można przeczytać: „Współczesny klient sklepu spożywczego, poszukujący żywności o wysokiej jakości biodynamicznej, czyli takiej, która oprócz zapewnienia podstawowej przemiany metabolicznej powoduje również pobudzenie organizmu do życia (efekt witalizujący), niestety narażony jest na błądzenie wśród gąszczu produktów, które tylko ładnym opakowaniem i krzykliwą reklamą przyciągają uwagę, zachęcając do kupna.
Sprawa jest w istocie poważna, gdyż brak wiedzy konsumentów i trudności w dotarciu do informacji w tym zakresie oraz jej mała powszechność powoduje, że stają się oni "ofiarami" chwytów reklamowych często niezgodnych z obowiązującym prawem.
Wielu artykułom spożywczym z serii "zdrowa żywność" producenci przypisują właściwości, które te mają, ale w takiej koncentracji, w jakiej mają to również produkty innych marek. Ogólnie produkty te nie różnią się sposobem produkcji czy też pozyskiwania surowców, choć te drugie nie są, opisane jako " bio-żywność", "eko-produkt", a posiadają dwa razy niższą cenę. Właśnie tacy krótkowzroczni wytwórcy powodują dewaluowanie się takich pojęć jak: "zdrowy", "eko" czy "bio", wyrządzając ogromną szkodę wytwórcom stosującym metody produkcji ekologicznej, poprzez spadek zaufania do niej.
Poza tym sugerowanie konsumentowi, że produkt posiada specjalne właściwości podczas, gdy mają je także wszystkie podobne produkty, lub też posiada właściwości zapobiegania czy wspomagania leczenia chorób (z wyłączeniem środków spożywczych specjalnego przeznaczenia i wód mineralnych) jest prawnie zabronione.
Oczywiście bez wiedzy na temat produktów ekologicznych "z prawdziwego zdarzenia" i przy panującym chaosie na rynku polskiej żywności przeciętny konsument będzie nadal jadł "zdrową żywność", która tylko w nazwie jest zdrowa.
Stosowanie terminów na opakowaniu środków spożywczych takich jak "bezpieczny" lub zdrowy" jest także ustawowo zabronione, ponieważ sugeruje, że inne produkty żywnościowe są niebezpieczne lub niezdrowe. Niestety prawo sobie, a producenci sobie [...]"
Jakiś rok temu Rzeczpospolita podała, że prezes Nestlé, chce przekształcić koncern w lidera rynku zdrowej żywności. Dalej w w/w artykule czytamy: „Nestlé chce być niekwestionowanym numerem jeden na rynku zdrowej żywności, który przeżywa boom na świecie. W 2006 r. koncern na zakup jej producentów wydał prawie 4 mld dol. Szwajcarzy kupili m.in. za 600 mln dol. australijską firmę Jenny Craig, doradzającą w sprawach diety, a następnie przejęli za 2,5 mld dol. dział produkcji odżywek koncernu Novartis. Kolejny zakup koncernu to firma Gerber. Za producenta odżywek dla dzieci zapłacił on 5,5 mld dol."
I co? I włos się jeży. Znów mamy modny termin „zdrowa żywność" - który mąci konsumentom w głowach, udając coś, czym nie jest. Tak na dobrą sprawę, nie wiadomo co on oznacza (za to na pewno wiadomo, że nie oznacza certyfikowanej żywności ekologicznej). De facto jest workiem, do którego specjaliści od marketingu wrzucają wszystko, co tylko nie jest ewidentnym fast foodem.
Jedno jest jasne: za podanymi w w/w artykule markami nie kryją się produkty rolnictwa ekologicznego, lecz wysoko przetworzony owoc intensywnej pracy laboratoriów chemicznych. Czy tak ma wyglądać żywność, która wspiera zdrowie (tak ostatecznie, na własny użytek, definiuję termin „zdrowa żywność")?
Pojęcia „zdrowa żywność" i „żywność ekologiczna" nie są równoznaczne. „Zdrowej żywości" nie można w żaden sposób nazwać „ekologiczną", ale - żeby nieco skomplikować sprawę - są również certyfikowane produkty ekologiczne, które trudno nazwać zdrowymi, nawet przy dużych chęciach.
Przykład? Proszę bardzo. Logicznie biorąc, możemy wyprodukować czipsy ekologiczne (chyba nawet takie są). Lub słodki baton ekologiczny (widziałam takie). Lub ekologiczny, wysokosłodzony napój gazowany (też można kupić). Wystarczy, by surowce były pochodzenia ekologicznego, i by produkt końcowy spełniał warunki niezbędne do przyznania mu eko-certyfikatu. To się da zrobić. Z pewnością jednak ani czipsy, ani batony, ani napoje gazowane (ekologiczne czy nie) do produktów wspierających zdrowie i zdrowie odżywianie nie należą. To powie każdy specjalista ds. żywienia. W takiej sytuacji certyfikat ekologiczny sprawi, że dany produkt będzie jedynie stanowił żywieniowe „mniejsze zło".
Kategorie
- ekoBIURO
- ekoBIZNES
- ekoBUDOWNICTWO
- ekoBUJDA
- ekoBYDGOSZCZ
- ekoCYTATY
- ekoCZASOPISMA
- ekoDESIGN
- ekoDOM
- ekoDZIECKO
- ekoENCYKLOPEDIA
- ekoEUROPA
- ekoFILMY
- ekoFRANCJA
- ekoGLIWICE
- ekoGWIAZDY
- ekoHOBBY
- ekoHOLANDIA
- ekoINSPIRACJE
- ekoJESIEŃ
- ekoKARIERA
- ekoKATOWICE
- ekoKONKURSY
- ekoKONSUMPCJA
- ekoKRAKÓW
- ekoKSIĄŻKI
- ekoKUCHNIA
- ekoLATO
- ekoLUBLIN
- ekoLUDZIE
- ekoLUKSUS
- ekoMAJSTERKOWANIE
- ekoMIEJSCA
- ekoMODA
- ekoMOTORYZACJA
- ekoMUZYKA
- ekoMĘŻCZYZNA
- ekoOGRÓD
- ekoPIENIĄDZE
- ekoPLOTKI
- ekoPODRÓŻE
- ekoPOLITYKA
- ekoPOLSKA
- ekoPORADY
- ekoPOZNAŃ
- ekoPRACA
- ekoPRAWO
- ekoPRODUKTY
- ekoPRZEPISY
- ekoPSYCHOLOGIA
- ekoRELACJE
- ekoRODZINA
- ekoSONDA
- ekoSZTUKA
- ekoTECHNOLOGIE
- ekoTESTUJEMY
- ekoTORUŃ
- ekoTRÓJMIASTO
- ekoURODA
- ekoUSA
- ekoWALENTYNKI
- ekoWARSZAWA
- ekoWINO
- ekoWIOSNA
- ekoWROCŁAW
- ekoWYDARZENIA
- ekoWYWIADY
- ekoZARZĄDZANIE
- ekoZDROWIE
- ekoZIMA
- ekoZWIERZĘTA
- ekoŁÓDŹ
- ekoŚWIAT
- ekoŚWIĘTA
- ekoŻYCIE










Komentarze